| << | Maj 2012 | |
| Pon | Wt | Śr | Czw | Pią | Sob | Nie |
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 |
| 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | | | |
Lenka i Mika
 Księga Gości
| O mnie |
 |
| slowin |
37 ,
urodzeniem Zarow, sercem Warszawa, tymczasowo Londyn |
| Słówko o mnie |
| Zainteresowania mam cztery, pierwsze i drugie to Wiktor i Martynka, moje Dzieci.
Trzecie to od nastu lat Powstanie Warszawskie.
Reszta daleko z tylu:) |
| Zobacz mój profil |
|
| Statystyki |
Ci, ktorzy zajrzeli:
19656
|
Ci, ktorzy przeczytali i skomentowali mojego bloga:
201
|
|
Ci, ktorzy zostawili slad w Ksiedze Gosci:
36
|
|
Helm Andrzeja "Morro" Romockiego
|
PODRÓŻ
Moim Dzieciom
Wiktorowi i Martynie
"Podróż" to nie jest zapis wydarzeń historycznych stricte. Nie można jej traktować jako źródła historycznego opisującego całkowicie wiernie przebieg Powstania Warszawskiego. Oczywiście pisząc ją opierałem się na oficjalnych dokumentach, relacjach świadków i wiarygodnych źródłach, ale sam zamysł napisania "Podróży" to nie do końca przedstawienie tego co się działo "wtedy". "Podróż" jest literacką wyprawą w głąb mnie. Opowiada o trzech dniach spędzonych przeze mnie w Miaeście w czerwcu 2006 roku i kilku kolejnych w sierpniu 2007 roku. Była to pierwsza moja wyprawa do Warszawy w życiu. Ten blog jest zapisem tego, co działo się wtedy w mojej duszy, kiedy dane mi było stąpać po Świętym Warszawskim Bruku. Wszystkie miejsca, które odwiedziłem, wszyscy Ludzie, których tropem przemierzałem warszawskie ulice odcisnęły we mnie niezmywalne piętno, którego pozbyć się nie chcę i już nie mogę, ale którym pragnę się z Wami podzielić. tylko w ten sposób mogę spożytkować ten żar, który płonie mi w duszy od pierwszej chwili, kiedy usłyszałem o Powstaniu Warszwaskim. Moją ideą było napisanie notki o każdym z 63 dni, jednej dziennie, każdej mówiącej o tym, jak ja widzę wydarzenia, które 65 lat temu wstrząsnęły podstawą świata. Przepraszam za błędy i 'literówki', ale postanowiłem nie poprawiać niczego. To też jest w jakis sposob odzwierciedlenie emocji, które się we mnie wtedy kotłowały. Czasem na napisanie notki miałem tylko kilkanaście minut, więc nie udało mi się zachować czystości podczas redagowania tekstu. Może kiedys jeszcze poprawię wszystkie błędy.
Instrukcja obsługi czytania bloga:)
Bloga należy czytać od dołu, gdyz najświeższe notki są zawsze umieszczane 'na górze'. Blog pisałem w dwóch okresach, od sierpnia 2006 do października 2006 (tekst biały) i od lipca 2007 do teraz (tekst żółty). Chronologicznie więc tekst żółty powinien być przeczytany jako pierwszy, należy więc przewinąć stronę w doł, do momentu, w którym pojawia się tekst żółty, przeczytać 'do góry', a potem sięgnąć do archiwum po lewej stronie i zaczać od samego dołu, czyli od sierpnia 2006. Wiem, trochę skomplikowane, pozwoliłem sobie więc przygotować bloga w wersji tekstowej, Clyta się go wtedy jak książkę. Link do niego można znaleźć tutaj
chomikuj.pl/slowin/moje+skarby/Powstanie+Warszawskie
Życzę owocnego czytania:)
|
|
2011-03-31
|

|
|
Komentarzy:
4
|
|
Ósmy dzień Powstania. TU BŁYSKAWICA!
2009-08-08
|
Cmentarze są dla żywych. To Ci, którzy pozostali potrzebują tych miejsc. Wąskie alejki z kamiennymi wiecznymi sypialniami po bokach są jak spokojne morze, które swym majestatem wygładza wzburzone fale myśli i pozwala wspominać tych, którzy odeszli. Dziś jednak ognień nie płonie w maleńkich lampionach i zniczach. Dziś ogień się prowadzi. Na Wolskich cmentarzach trudno o zadumę nad życiem. Tu życie można stracić. I paradoksalnie śmierć tak bardzo naturalna dla tego miejsca jest jednocześnie najbardziej niepożądanym gościem. A łatwo dziś o nią. Przed chwilą 'Leszczyc' poczuł jej muśnięcie gdy niemiecka kula ukuła go niespodziewanie. Mierzył ze swojego karabinu przez niewielki otwór w murze. To on miał być tym, który wytasuje przeciwnikowi kratę z obrazem kościotrupa. Spóźnił się. Zastrzyk z morfiny i kubek wina i Tadeusz Sumiński 'Leszczyc' opuszcza spokojny niespokojny cmentarz. Dziś przyjdzie Chłopakom ostro szarpać się o wolskie mogiły. Reinefarth rzucił przeciwko nim swoje wściekłe psy.
Ochota też czuje na swojej skórze oddech śmierci. Ruskie żołdaki szaleją. Nie nadają się do walki więc gwałcą i mordują. Ochota powoli staje się dojrzałym owocem, który sąsiad złodziej zerwie gwałtownie z warszawskiego drzewa.
Nieme kino. W jazgocie broni maszynowej i wybuchów pocisków artyleryjskich Warszawa jest jak nieme kino. Walczy osamotniona i niesłyszana przez nikogo. W dalekim Londynie rodacy zżerają paznokcie w oczekiwaniu na jakikolwiek strzęp informacji z walczącego Miasta. Aż tu nagle...
Pamiętam gdy pierwszy raz usłyszałem jej głos. Ruszył moje serce i zacisnął moją krtań dużo silniej niż jakiekolwiek zdjęcie. Nawet gdy dotykiem wydobywałem z warszawskich murów okruchy tych sześćdziesięciu trzech dni nie przeżyłem tego tak, jak wtedy, gdy usłyszałem komunikat „TU BŁYSKAWICA! STACJA NADAWCZA ARMII KRAJOWEJ!”. Ten krótki komunikat okraszony w tle dalekim karabinowym „tatatatatataaa” był jak wehikuł czasu. Byłem tam, z zamkniętymi oczami wsłuchiwałem się dziesiątki razy w te kilka słów. Czułem w nozdrzach gryzący dym palącego się miasta i ten świeży powiew, wiatr wolności. Od dzisiaj Warszawa odzyskała głos słyszany na całym świecie. Od dziś Warszawa nadaje „ŻĄDAMY AMUNICJI!!” |
|
Komentarzy:
4
|
|
Siódmy dzień powstania. Demony i szatany
2009-08-07
|
Idą wolno. Z kurzu i dymu jak duchy wyłaniają się powoli. Niczym żywe trupy przestawiają na przemian swoje drewniane nogi. Twarze blade, zastygłe w grymasie przerażenia. Mężczyźni, kobiety, starcy i dzieci. A za nimi... głośny klekot silnika. Po chwili zza ich pleców przywołany z najczarniejszych czeluści wypełza demon. Wielki, śmierdzący śmiercią i spalinami potwór przetacza się swym oślizłym cielskiem po bruku. Naokoło niego skulone, skarlałe szatany kryją się za plecami ludzi...
Że też nie ma bata na tych skurwysynów! Że też Dobry Bóg nie spali ich gromem swojego gniewu! Że też ich matki nie pozdychały w bólach rodząc to plugastwo! Tylko niemcom może przyjść do głowy zbrodniczy pomysł aby ludzi, zwykłych przerażonych ludzi używać niczym tarcz do ochrony swych czołgów i nacierającej piechoty!
Chłopaki ściskali pewnie kolby karabinów tak mocno, że palce wbijały się w twarde drewno. Puścić, zginąć, oddać barykadę i pozwolić już zawsze tym sukinsynom na tę zbrodnię czy przesiać z automatów, wysłać swoich do nieba a te skurwysyny tam, gdzie ich miejsce, czyli do piachu? Nie chciałbym nigdy dokonywać takiego wyboru. Niestety, chłopcy musieli. Czasem udało się 'tarczom' uciec na boki i wtedy droga do gardeł tych szatańskich pomiotów stała otworem. Czasem trzeba było zacisnąć zęby i utorować sobie drogę do tych gardeł przez ciała tych, których przysięgało się bronic... Nie umiem sobie wyobrazić tych emocji, które towarzyszyły chłopcom. Czasem zamykam oczy i próbuję sobie wyobrazić taką sytuację. Ogarnia mnie wtedy wściekłość tak wielka, że gdy dotykam jej po omacku spala moje dłonie swym żarem. Cofam wtedy rękę i otwieram oczy, żeby wybudzić się z tej nienawiści zalewającej moje serce.
W środku Miasta pracowite mrówki zaczynają dziś ryć tunel. Ledwie osłonięty niską barykadą biegnący przez środek Alei Jerozolimskich będzie odtąd pomostem łączącym dwa płuca Powstańczej Warszawy, Śródmieście Północne i Śródmieście Południowe.
|
|
Komentarzy:
1
|
|
[*]
2009-02-25
|
Następny Żołnierz 'Zośki" na wiecznej warcie. Ehhh... Tadeusz 'Leszczyc' Sumiński. Dołączył do Towarzyszy Broni. Mam nadzieję, żę Ci tam lepiej przyjacielu...
|
|
Komentarzy:
1
|
|
[*]
2009-02-17
|
Odszedł "Świst". Kolejny z "Zośki". NIe zadrżała ziemia, nie pojawiła się na niebie kometa zwiastująca nagły zwrot zdarzeń dziejowych. Wody nie wystąpiły z brzegów, a wrząca lawa nie rozsadziła wulkanów od środka. Po prostu coś zgasło we mnie. Odchodzą najlepsi, najwierniejsi, niezwyciężeni. Ubiegłego lata "Kadłubek' z plutonu pancernego 'Zośki'. Teraz Druch Stanisław Sieradzki "Świst"... Pamiętam go z inscenizacji walk na Czerniakowie w 2007 roku. Zatrzymałem jego obraz na matrycy mojego aparatu... Pozdrow Staszku Jurka "Słonia" i Andrzeja "Morro". I Dziewczyny nasze pozdrów. Kiedyś spotkam Was wszystkich tam, gdzie broń się nie zacina ... Czuwaj!

|
|
Komentarzy:
1
|
|
Podróż uzupełniona
2007-12-27
|
Wreszcie po bólach i zmarnowanym czasie uzupełniłem tekstową wersję tego bloga. Są już w niej wszystkie dotychczasowe notki i zdjęcia. Łatwiej się toto czyta. Podróż można ściągnąć tutaj
http://chomikuj.pl/slowin/moje+skarby/Powstanie+Warszawskie
Wersja uzupełniona to Podróż(1) |
|
Komentarzy:
1
|
|
6 sierpnia 1944 / 2007 Płoną Hale Mirowskie…
2007-09-01
|
Wyszedłem po małe zakupy. Oprócz kilku drobiazgów na śniadanie w koszyku wylądowało też DVD z czeskim kurduplem Krecikiem dla dzieci. Wałęsałem się pomiędzy kolorowymi opakowaniami. Sklep niby jak inne. Jednak dla „tych, którzy wiedzą” te budynki to coś więcej niż ściany. Zakupy były dobrym pretekstem. Chciałem choć chwilę pobyć w miejscu, po które właśnie dziś wyciągają się szwabskie łapy. Mieszkałem naprzeciw Hal Mirowskich dwie noce. Dziś wypełnione sklepowymi półkami, pachnące świeżą wędliną i proszkami do prania są jak wyrzucony na brzeg wieloryb, który susząc ciało na słońcu, obojętny wobec otaczającego go świata ciągle tkwi w przeszłości, gdzie sens jego egzystencji nadawał niezmierzony ocean. Ta przeszłość właśnie, niczym traumatyczne przeżycie naznaczyła go majestatem wyrosłym z bólu i cierpienia. Teraz, zobojętniały wobec mknącej z prędkością światła codzienności wciąż wyświetla w pamięci czasy dalekich podmorskich tras, sztormów i walk o przetrwanie z bezwzględnymi wielorybnikami. Mógłbym przysiąc, że gdy dotknąłem jego chropowatego ceglanego naskórka poczułem ledwie jeszcze uchwytne tętno.
W moich Halach Mirowskich nie ma półek sklepowych, sklepowych woń świeżego pieczywa wpada w jedną dziurkę nosa i ulatnia się drugą zostawiając po sobie ledwie słyszalne jęki rannych, których spod morderczego ognia wynosiła jedenastoletnia sanitariuszka „Tomek”. Dzielna dziewczyna została zastrzelona dwa albo trzy lata później przez ubeków w gdańskim porcie, gdy po obozowym piekle i po pobycie w Wielkiej Brytanii wróciła do Ojczyzny. Ale jej Polska, podobnie jak dla wielu innych to już umierająca kaleka dobijana bagnetami wroga i trucizną sączoną powoli w krwiobieg przez sojuszników. Nie mogę dostrzec „Tomka” w Halach. Pewnie przez ten sklepowy gwar. Nie słychać jęków mordowanych tu Polaków. No cóż, spróbuję następnym razem, gdy chłopcy znów, na krótko podczas przebicia do Śródmieścia odbiorą wielorybnikom Wieloryba. Wracam do pokoju zjeść śniadanie i napić się kawy. Dziś będzie miała niezapomniany smak.
A nasi? Czekają przedłużając nierówną walkę. Sowieckie radiostacje zamilkły. Czerwony gnom z Kremla osiągnął, co chciał. AK wykrwawiała się w nierównej walce pozostawiając pole sowieckim pucybutom z PKWN. Dobrze śpiewa Gintrowski, że ma pecha, kto tutaj się rodzi.
|
|
Komentarzy:
5
|
|
2007-08-20
|
| Chwilowo klopoty z netem. Przepraszam! |
|
Komentarzy:
1
|
|
5 sierpnia 1944 / 2007 Antysemici i mapy
2007-08-14
|
Dziś Antysemici, którzy tę chorobę ducha wyssali z mlekiem matek, spuścili ze smyczy swoją Panterę. Przedarła się przez bramę wjazdową obozu koncentracyjnego KL Warshau zwanym przez Polaków „Gęsiówką”. Nie wystarczyło im to. Wystrzelali esesmańców jak bezpańskie kundle. W brawurowej akcji przy wsparciu zdobycznego czołgu roznieśli szlachetnych sąsiadów zza Odry. Jak na Antysemitów przystało uwolnili ponad trzystu przetrzymywanych w obozie Żydów europejskich. Batalion „Zośka” dopuścił się tego czynu. Oto przykład na antysemityzm Polaków. Ginąć w boju za „dzieci Abrahama”. Niech przypomną sobie o tym Ci, którzy piętnują przysłowiowy już „polski antysemityzm” i piszą, że AK była organizacją programowo mordującą Żydów. Nie ma już getta, ani Gęsiówki, ale pamięć o „Zośkowcach” odbijających więźniów w pasiakach przetrwała i powtarzana będzie tak długo, jak długo pamiętać będzie się samą „Zośkę”.
To jeden z ostatnich sukcesów naszych na Woli. Niemcy ruszają do kontrnatarcia. Zaczyna się rolowanie powstańczych stanowisk. Dlatego właśnie na mapach Warszawy pokazujących obszar kontrolowany przez Wojsko Polskie widnieje data 4.VIII.1944. Do wczoraj mieliśmy w posiadaniu największy terytorialnie obszar. Od dziś będzie się on już tylko kurczył. Drogo jednak przyjdzie najeźdźcom zapłacić za całkowite wymazanie z mapy czerwonego koloru oznaczającego „teren kontrolowany przez Powstańców”. |
|
Komentarzy:
0
|
|
5 sierpnia 1944 / 2007 Rzeź Woli
2007-08-14
|
Nalezałoby się do tego jakoś przygotować. A tu palce jak kołki i nie mam zupełnie pomysłu na to, jak opowiedzieć o pewnym pomniku. Fotkę zrobiłem przez pręty w ogrodzeniu okalającym kościółek. Ten kościół to taki punkt styczny, łączący wspomnienia z rzeczywistością. Odszukałem go „dla kogoś”. Znalazłem trochę więcej, niż tylko świątynię, w której mała „Panterka” wysyłała swoje dziecięce modlitwy w kierunku nieba jeszcze przed wojną. Z jej domu nie zostało nic. W miejscu, gdzie kiedyś była Sienna 69 teraz straszy wylany betonem parking. Poczłapałem więc na Karolkową, pamiętając jej pytanie „A czy ten kościółek na Karolkowej jeszcze stoi?? Wchodziłam do niego zawsze, kiedy szłam rano do szkoły”. Stoi. A obok niego krzyż i Matka Boża Wysiedlona.
Wysiedlono Ją ze Szpitala Wolskiego. Komuniści nie chcieli, żeby swym kamiennym obliczem łagodziła cierpienie chorym. I jak tu być Uzdrowieniem Chorych? No jak? Znalazła swoje miejsce na cokole przy panterkowym kościółku. Wymowny symbol. Przecież moja „Panterka” do warszawskiego domu nie wróciła już nigdy. Zresztą, nie było już domu. Matki też. Zginęła pod gruzami Siennej 69 13 września o 14.00. Brat „Kaes” nie dowiedział się o jej śmierci. Spotkał ją za to w niebie trzy godziny później. Umarł w szpitalu na Chmielnej o 17.00. Tego samego dnia. Zaniosę zdjęcia kościółka „Panterce”. Ucieszy się. Niech ja Matka Boża Wysiedlona ma w opiece.
To tak potwornie ciężkie do pojęcia. Jak można być takim skurwysynem, żeby napisać, że z braku amunicji rozstrzeliwać będzie się tylko mężczyzn. Kobiety i dzieci do obozów? Wysiedlonym można być niekoniecznie w jakieś inne miejsce na mapie. Wysiedlonym można być nawet z życia, jak te 50 000 polskich istnień zgaszonych w potwornej masakrze zafundowanej im przez rasę panów. Zawsze będę widział oczami wyobraźni ludzi wpuszczanych po kilku na jedno z podwórek na Woli. Musieli wyrywać sztachety z płotu. Stali później z tymi sztachetami naprzeciw luf karabinowych. Odbezpieczyć, pociągnąć za spust i kolejna partia ‘nieczystych rasowo’ wali się na ziemię. A sztachety? Służyły d podpałki tych kłębiących się na skrwawionej ziemi ciał. Przy wejściu na podwórze kolejka setek przerażonych ludzi. Słodkie prawda? Wchodzę do namiotu w Muzeum Powstania Warszawskiego, tam gdzie na stole leżą raporty z ekshumacji ofiar ‘Krwawej soboty i niedzieli” na Woli. Tysiące pozycji w statystykach. Żywi ludzie zamknięci w zatopionym w transparentnym tworzywie sztucznym świstku papieru, na którym widnieją suche, zdawkowe relacje o kolorze włosów, wzroście, możliwym wieku. Słyszę tam głosy. Szepty do ucha, jakby mój mózg wyłapywał krążące w przestrzeni od dziesięcioleci myśli wystrzelone przez nich sekundy przed śmiercią. Słyszę dziecięcy płacz, różaniec zmawiany przez staruszkę, rozpaczliwe wołanie matki, której esesmańskie ścierwo wyrwało dziecko z rąk. Tysiące głosów. Pięćdziesiąt tysięcy. Kładę dłoń na leżących na stole raportach, łzy same ciekną po policzkach…
Przy kościółku pomnik ku czci wymordowanych na Woli. Na murze okalającym dziedziniec kościelny tablice pamiątkowe, nazwiska harcerek zamordowanych przez nadludzi w Szpitalu Wolskim. To prawda, co mówią, że wystarczy ścisnąć garść warszawskiej ziemi, żeby spod palców wypłynęła krew. Nie zapłacił za nią Reinefahrt, generał SS, „kat Woli”. Uniewinniony przez sąd dochrapał się lukratywnych stanowisk w „zdenazyfikowanych” niemczech. Och, chciałbym skurwysynu widzieć jak po tamtej stronie lustra spotkasz na swej drodze Antka „Rozpylacza” albo Jurka „Słonia” Gawina.
Wychodzę z kościółka, muszę się spieszyć. Za chwilę Apel Poległych na Placu Krasińskich.
|
|
Komentarzy:
1
|
|
4 sierpnia 1944 / 2007 Nie powiem już nic…
2007-08-12
|
Wyszedł z czarną bronią w noc. Oddał swoją żonę Bogu już pierwszego dnia Powstania. Swoim braciom rodakm od dawna oddawał swoją duszę, kawałek po kawałku, słowo po słowie, strofa po strofie. I miał jedną szarżę, wzwyż do nieba, a orderem był mu krzyż nad grobem. Jeszcze raz dał świadectwo faktu, że jesteśmy Narodem, który strzela do wroga z brylantów. Jeden z Kolumbów. Nieeee, właściwie to on był Kolumbem. Potrafił dotrzeć do takich zakamarków duszy, że trzeba być naprawdę wielkim podróżnikiem i odważnym człowiekiem. Był odważny, choc Andrzej „Morro” chciał odsunąć go od czynnej walki, chciał uchronic młodego wieszcza przed durną, zabłąkaną kulą. Nie zdołał. „Krzysia” zgasiła taka właśnie kula. Snajper nawet nie wedział, że ugodził młodego Słowackiego. I choć okryty „Parasolem”, bo w jego szeregach znalazł się ostatecznie, nie zdołał umknąć małemu kawałkowi metalu przewiercającemu jego serce. Nie chciał zrezygnować z walki, przecież ona tak mocno żyła w nim i w jego wierszach, że udział w Powstaniu był tego naturalną emanacją.
Ilekroć przechodzę obok Pałacy Blanka, zawsze mam minutę, żeby przystanąć i popatrzeć na niego, gdy stoi przy oknie. Tak transcendentny, że mam wrażenie, że nieśmiertelny. Dobre to wrażenie. „Krzyś” jest nieśmiertelny, choć kula nie chciała przelecieć przez niego jak przez ducha, coć była to ta część jego osobowości, którą miał rozwiniętą w sobie najbardziej. Chwała Ci , Krzysztofe Kamilu Baczyński, bo dałeś temu Pokoleniu twarz i manifest w postaci swoich wierszy. A ja, skromnie chcę powiedzieć „dziękuję’ za tę podróż niesamowitą i głęboką, jaką dajesz mi mocą swoich słów.
POLACY
Oto rozmawiam z cieniami rycerzy w głuchej, wygasłej urnie mojej ziemi, a głosy jak organy rosną i strudzeni, tyle wieków zwalając, co nad nimi leżą, tyle serc w jeden kamień skutych, nim odwalą, jak ciemność stygną we mnie i jak wiatr się żalą. O! straszne, straszne dzieje. Widzę morza głuche, ziemię z niebem złączoną, a jak step w posuchę, i tętent burz pod ziemią, i tłumy wśród ogni wijące się jak węże pocięte w kawały, i twarze, twarze groźne, o! twarze podobne obliczom w śnie zabitych. To znów nagle wały, mury, miecze się wznoszą, krzyk rozcina ziemię; a potem cisza. Tylko stoją nieme posągi bohaterów - trzech lub dwu herosów, a popod nimi przepaść zieje - do dna głosu. Jeszcze, jeszcze pochody na dalekich lądach, gdzie huragany armat rwą na strzępy ziemię, na morzach lśniących, gdzie zamknięci w prądach mocują się z żyłami golfstromów pod niemi. I jeszcze, jeszcze da1ej - gdzie stąpną - zwycięscy. I tam jeszcze, w ojczyźnie, z dłońmi zgorzałemi, tam zawsze podeptani, tam zawsze na klęsce jak na trumnie orkanu - wieniec serc na ziemi. I tak mijają lata: rzeki, miasta niosą jak czarną krę pożogi odbitą aż do dna, i ciemność, ciemność głuchą. Wyje ziemia głodna rykiem z pól wyoranym, wydartym z pogromów, a na niej stoją widma rozrąbanych domów, gdzie na zgwałconych sercach pohańbione ciała, jakby się męka boża w ludziach ciałem stała. O straszne, straszne dzieje. Huczy czas nad nami. Kiedy z szubienic dzwony sinych ciał zagrają, wywloką nas na bruki pokrajane łzami, na oświęcimskie kaźnie i warczącą zgrają do gardeł nam przypadną. My będziemy żyli i tysiąc lat po śmierci w gałęziach szubienic, płoszący życie z ślepi tych, co nas zabili. Ja rozmawiam z cieniami umarłych rycerzy, nad grobowiskiem ziemi, sam jak krzyż zgorzały, i mówię: "O, przeklęty ten, który nie wierzy wystygłym prochom ludu i serc żywych grozie; bo kto na swojej klęsce - klęskę ducha mierzy, O! tego nie wybawi płomienisty orzeł. Bo kto nie kochał kraju żadnego i nie żył chociaż przez chwilę jego ognia drżeniem, chociaż i w dniu potopu w tę miłość nie wierzył, to temu żadna ziemia nie będzie zbawieniem". O, wybudujcie domy, o, nazwijcie wreszcie Polskę - Polską, nie krzywdą, a miłość - miłością, i niechaj biegną rzeki, a na każdym mieście niech słup srebrzystych skrzydeł tryśnie jako - kościół, kościół ciał odkupienia. Każdy jako posąg śród liści, nie z marmuru, stoi - sobie mały, ale rosnący w kształtach jak jabłka dojrzałe, wszyscy razem w kopułę, co odbije głosy walnych trąb archanielskich jak lawiny nieba, by chleb był dla miłości, nie miłość dla chleba, by czas był tym rosnącym, a nie krwi łakomym. O, wybudujcie domy, jasne, wielkie domy.
23 XII. 42 r.
|
|
Komentarzy:
1
|
|
3 sierpnia 1944 / 2007 Today life's beautiful!
2007-08-11
|
Opadłem z sił. Czasem człowiek dochodzi do takiego momentu, w którym potrafi już tylko patrzeć przed siebie pustym wzrokiem. Jak po wyczerpującym biegu. Wolałbym jednak zamiast siedzenia w dusznym pokoju przycupnąć na schodku przy galerii handlowej przy Dworcu Centralnym. Dziś jest dobry czas na odpoczynek. Dziś mógłbym pozwolić sobie na ten luksus zamknięcia powiek i rozkoszowania się dzwiękam warszawskiej nocy. Nie widać stąd Dworca Pocztowego w Alejach Jerozolimskich. Ale to nic. Nie widać byłoby go nawet gdybym poszedł na skrzyżowanie z ul. Żelazną. Po prostu już go tu nie ma. Mimo wszystko zamknąłbym oczy i przebiłbym z myślami do chwili, gdy Chrobry miecza dobył i odebrał, co nasze. Właśnie dziś. Może wyczułbym podążającą za chłopcami z oddziału „Panterkę’. Służyła w Chrobrym II. Pamiętam, z jakim przejęciem opowiadała o zdobyciu przez zgrupowanie Dworca Pocztowego. Jakby opowiadała o tym, jak legion aniołów zstąpił na Ziemię i przegonił Niemców. Zresztą tak było. Byli jak karząca ręka samego Pana Boga. I odebrali dworzec.
Nie tylko oni. Warszawa krzepnie. Morale wspaniałe! Mkotów po dramatycznym starcie wreszcie zaczyna stabilizować teatr swoich działań. Utrzymują zdobycze i powiększają obszar wolnej Rzeczypospolitej. Na północy zawiązuje się Republika Żoliborska. Wracający z Kampinosu żołnierze stoczywszy bój z germańcami przebili się do Placu Wilsona. Na Woli roztańczyła się „Zośka”. Chłopcy z Kedywu trzymają cmentarze, a dziś przypałętały się dwie pantery. Mamy więc już czołgi. Wolna Warszawa powoli zaczyna osiągać swój największy obszar, jaki uda się zdobyć podczas całego Powstania. Nawet na Ochocie oddziały powstańcze przeprowadziły działania zaczepne roznosząc niemiecką kolumnę pojazdów. Cieniem kładzie się fakt, że właśnie na Ochocie wylądowała dziś ruska ekipa renegata Kamieńskiego. RONA. Przygotowują się do pacyfikacji dzielnicy, co doprowadzi do nieprawdopodobnych masakr. Miasto pokrywa gęsta sieć barykad. Zaczyna się cisza przed burzą.
Już niebawem zacznie się odwet tej dziczy. Za to, że Warszawa ośmieliła się rzucić wyzwanie dwóm potęgom, za to, że pragnienie wolności było silniejsze niż strach przed śmiercią, za to wszystko zapłacimy cenę najwyższą. Już niebawem. Ale teraz cichutko. Po zdobyciu Osgiliath Boromir powiedział do brata Faramira „Today my little brother, life is beautiful!”. To prawda. Dziś można odetchnąć pełną piersią.
"Ziutek" Szczepański opowiedział dziś jedną z najbardziej znanych historii o Parasolu , "Pałacych Michla", ach ten "Ziutek".
Chwila odpoczynku
 |
|
Komentarzy:
1
|
|
2 sierpnia 1944 / 2007 Furtian brat Czesław
2007-08-10
|
Jeszcze grają mi w uszach Godzinki. Ustami bezgłośnie wysyłam w przestrzeń pełne ufności wołanie „… ale nas wybaw ode złego…”. To niesamowite, że anioł śmierci obnosi się ze swoim emblematem tak bezczelnie. Jak gdyby nie wiedział, że jest tylko kundlem na postronku Pana Boga. A może to nie anioł śmierci? Ten przecież przynosi wybawienie, zamyka oczy, przecina ostatnią więź ze światem, cierpiącym daje ukojenie skracając męki. Nie, to nie anioł. Kim więc mieni się ten, co nosi trupią czaszkę na swej szacie? Boga udaje? Odbiera to, czego nie dał. Zabiera życie. Otwieram oczy na sekundę. Widzę leżącego obok mnie Zbyszka. Wczoraj otworzyłem przed nim klasztorną bramę. Dziecina zapukał do naszych drzwi w poszukiwaniu schronienia przed kulami niosącymi śmierć. Skąd mógł wiedzieć, że ciszczekający w twardym języku ludzie zamienią klasztorne zacisze w masowy grób.
To taki zadziwiający dowód na to, że czas to tylko iluzoryczna domena świata materialnego. Ja, stary furtian i dziesięcioletni chłopiec. Nić naszego życia urwie się w jednym momencie. A przecież przeżyłem niewspółmiernie więcej wiosen. To dobrze, dobrze wiedzieć, że raz obrany kierunek okazał się właściwym. Dzięki Ci, Chryste za to, że pozwoliłeś się odnaleźć. Już wiem, że Jesteś. Bo teraz widzę, że w życiu nie chodzi o ilość przeżytych wschodów słońca ani o liczbę par butów zużytych na Bożym szlaku, ani nawet o emocjonalne burze zakochanych, bo przecież ja już nie, a Zbysio jeszcze nie. W życiu nie chodzi o samo życie czy o jego długość, ale o jego jakość i to, co w sercu się ma. Lżej mi zatem zamykać oczy. Nie boję się już o tych chłopców i te dziewczęta, które tam, na ulicach rzucają swoje życie na szaniec. Czy przeżyją czy nie, już oddychają wiecznością. Jeszcze popatrzę raz na Zbycia. Jego zgasił rzucony przez człowieka z trupią główką na czapce granat. Mnie Bóg dał kilka minut więcej. Śpij dziecko w pokoju.
Już nie widzę, mgła przesłania mi oczy. Słyszę jedynie szczęk odbezpieczaniej broni. A więc to już. „Pod Twoją obro…”
Ci to mają rozmach sukinsyny! Nie ma znaczenia kim jesteś i czy masz w ręku broń. Nawet habit zakonny nie jest kuloodporny. Przyszli między 10 a 11 rano. Wdarli się do domu Jezuitów na Rakowieckiej 61. Szukali Powstańców. Nie znaleźli nic. Ale to nie jest okoliczność łągodząca. Księdza superiora Kosibowicza zastrzelili poza klasztorem. Wyprowadzili go na ulicę i zastrzelili jak psa. Resztę zakonników, osoby cywilne i dziesięcioletniego Zbyszka Mikołajczyka, który schronił się w klasztorze po wybuchu Powstania, spędzili do pałego pokoiku w suterenie. Za chwilę otworzyły się drzwi i do pokoju wpadłą wiązka granatów rzucona ręka SS-mana. Rozległy się jęki i wszyscy padli na podłogę. Wpadło żołdactwo i otworzyło ogień z automatów do kłębiących się ludzi. zginęło wtedy wielu z nich, także brat furtian Czesław Święcicki i mały Zbyszek. Resztę dobijano pojedynczymi strzałami z pistoletów. Potomkowie Goethego. Nie mam pytań.
|
|
Komentarzy:
0
|
|
1 sierpnia 19444/2007 Gwiazdy w sierpniu spadają!
2007-08-09
|
Ruszyły!! Małe zwitki papieru w dłoniach trzymają jak najświętszą relikwię. Dobra nowina rozchodzi się z szybkością błyskawicy. Umęczone nogi świętych kobiet niosą ją od drzwi do drzwi. Dziś nie będzie mazania krwią odźwierzy domów. Dziś czerwone złoto zrosi obficie ukchane ulice. Anioł śmierci zbierze swoje żniwo w obfitości. Ale kto by się teraz przejmował jakąś śmiercią. Wolność już przycupnęła na skraju chodnika. Siedzę i ja. Kreślę jakieś dyrdymały w zeszyciku i ne mogę się oprzeć wrażeniu, że za chwilę żołądek wyskoczy mi na zewnątrz. To wisi w powietrzu, przenika powietrze, dostaje się z nim do płuc, które gorącą jak lawa wpompują to w najdrobniejszy zakamarek ciała. Nie można już zatrzymać puszczonej w ruch maszyny. Wici poszły w Miasto. Nie mogę wysiedzieć przy kawiarnianym stoliku. Odchodzę chodnikiem w kierunku Nowego Światu. Mijam Plac Napoleona. Dziś już Poczta Główna to tylko wspomnienie. Gmach Prudentialu straszy pustymi oknami. Obok mnie jakiś człowiek stojący na przystanku autobusowym przygląda się tępo kamienicy naprzeciwko. Nie wie biedak, że właśnie tam wrze teraz jak w ulu. Chłopcy czyszczą broń, zakładają opaski. Ci z gołymi rękami błagają w duchu Najwyższego, aby zamiast deszczu zesłał ukochaną "Błyskawicę". Jeszcze chwilkę i otworzą się na oścież bramy wolności. Jeszcze momencik. Przecież gwiazdy w sierpniu spadają.
Mija mnie grupa angielskich turystów. Nie wiedzą. Dla nich five o’clock nie oznacza wymarzonej od lat godziny powstania z kolan. Boże, czy oni wszyscy są ślepi? Przecież ciśnienie rozsadzające płuca jest tak duże, że nawet w Nowym Jorku powinni odczuć jego skutki! Jak można spokojnie jeść kebaba, kiedy tu nawet ślinę trudno przełykać!? Słyszałem jak mówiłi o tym niezwykłym podnieceniu. Że to nie strach tylko taka ogromna potrzeba działania. „Ziutek” Szczepański jest jednak mistrzem świata:
Dziś idę walczyć - Mamo Dziś idę walczyć - Mamo , Może nie wrócę więcej , Może mi przyjdzie polec tak samo Jak tyle , tyle tysięcy Poległo polskich żołnierzy Za wolność naszą i sprawę . ja w Polskę , mamo , tak strasznie wierzę I w świętość waszej sprawy . Dziś idę walczyć - Mamo kochana , Nie płacz , nie trzeba , ciesz się jak ja , Serce mam w piersi rozkołatane Serce mi dziś tak cudownie gra . To jest tak strasznie dobrze mieć stena w ręku I śmiać się śmierci prosto w twarz A potem zwierzyć - i prać - bez lęku Za kraj ! Za honor nasz!
Idę walczyć - Mamo...
Poszli. Niektórzy za wcześnie. „Marek Świda” rozpoczął Powstanie Warszawskie. Piłem kawę po południowej uroczystej zmianie warty. O 13.50 odłożyłem pustą filiżanke. Właśnie wtedy jego oddział zmierzając na koncentrację nadział się na niemiecki patrol. Chwila konsternacji, germańscy podejmują najgłupszą decyzję w ich życiu, postanawiają interweniować. Efekt? Chłopaki roznoszą ich „na butach”. Śpiewali o tym wczoraj na Plcu Krasińskich podczas wieczornego koncertu. Zdzisław SIerpiński ps „Marek Świda” na ul. Krasińskiego z chłopakami zaczął bój. I wygrał. Tyle, że niemcy złapali o co chodzi. Wzmocniono pozycje, obsadzono mosty. Efekt zaskoczenia przepadł.
Miotałem się straszliwie. Nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Godzina „W" tuż tuż. W tym czasie na Woli w fabryczce tytoniu moja ukochana „Zośka” przybiera na sile. Oj zniosą chłopaki dzisiaj germańską swołocz. U nich w sumie też za wcześnie posypały się strzały. To nic. Przecież to jeszcze piętnaście minut. Wreszcie dopadam przejścia podziemnego na skrzyżowaniu Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich. Przy wejściu do metra ktoś ze zniczy ustawił kotwicę. Zakładam opaskę na ramię. Przygotowuję aparat. Serce skacze mi do gardła.
Poszli!!

I wtedy zagrzmiał grom! Syreny, klaksony samochodowe, świat stanął na minutę w miejscu, jakby wziął głęboki oddech. Ale mi już zawirowało w głowie. Poprzez tłum widziałem Ich, wybiegających z bram, ruszających wzdłuż ścian, pochylonych i skupionych, padających pod gradem nieprzyjaznych kul. Nigdy tego nie zapomnę. Jakby te 63 lata, które upłynęły od tej chwili to tylko kliknięcie migawki aparatu. Warszawa zakwitła na bialoczerwono. I tylko kule przecinają powietrze i tylko w sercu gra ta melodia, która przywiedzie niektórych do bram niebios, a większości wyciśnie łzy wolności. Melodia grana szczękiem zamka karabinu…
Godzina W

Powstanie Warszawskie rozpoczęło się. Dwa tysiące poległych pierwszego dnia walki to cena za radość jaka rozpierała tych, co przetrwali do wieczora. Z batalionu „Jeleń” szturmującego koszary policji przeżyo tylko kilku chłopaków. Śmiertelnie ranna Syrenka „Krahelska” umrze następnego dnia. „Zośka” przywdzieje panterkowy srój, z którym nie rozstanie się już do końca.
Bitwa o Polskę rozpoczęta!

|
|
Komentarzy:
1
|
|
2007-07-31 Ostatnie ziarnko w klepsydrze
2007-08-08
|
To nie patos. To po prostu gorąco rozlewające się z szybkością błyskawicy w żyłach. Każde tyknięcie zegara to kolejna porcja ognia wtłoczonego przez tę niestrudzoną pompę, jaką jest ludzkie serce. Bum bum, bum bum, bum bum…
Na razie wolność jest jeszcze w fazie prenatalnej. Serduszko już bije, ale jeszcze kilka krótkich chwil minie, zanim narodzi się nowa Warszawa. To zniecierpliwienie wywołane oczekiwaniem na sygnał udziela się nawet mnie. Zatrzymałem się na rogu Nowego Światu i Alei Jerozolimskich. Przystanąłem na chwilke. Ten dziwny impuls, leciutkie mrowienie naskórka, to jakby cały nagromadzony w sercu niepokój znajdował swe ujście przez skórę. Czułem wokoło spojrzenia setek par oczu, niewidocznych, świdrujących nie tylko wystawy w poszukiwaniu nowych przecen i wyprzedaży. To tak, jakby siła tych gorących, młodych oczu sprzed lat potrafiła przeniknąć już nie przestrzeń, ale czas. Jakby pragnienie walki potrafiło odcisnąć w murach warszawskich kamienic niezmywalny ślad, odbicie, które emanować będzie, „póki my żyjemy”. Już nie trzeba nawet dotykać dłonią chodnika, żeby poczuć jak ciśnienie pulsuje pod betonowymi chodnikowymi płytami. Wystarczy przymrużyć oczy, żeby długie kolumny teutońskiego żołdactwa spieprzającego przed nawałą sowiecką znów zaczęły płynąć ze wschodu na zachód. Lata krzywd, upokorzenia i cierpienia zadanego faszystowską ręką niemieckiego okupanta przeistoczyły się w tym momencie w prawie niezdolną do opanowania chęć odwetu, pragnienie, by tę rękę odrąbać teraz, natychmiast! Wypełnij garnek rosołem i postaw go na ogniu. Zacznie kipieć. Czułem to. Czułem jak rosół niebezpiecznie kotłuje się w garnku. Jeszcze moment i rune na bruk żeby zalać wrzątkiem tę faszystowską swołocz. Jeśli nie teraz, to kiedy? Popatrzyłem wokół siebie. Serce waliło mi niczym gigantyczny młot. Widzałem ich, stojących w bramach i na chodnikach. Stałem razem z nimi. Czekaliśmy…
W swojej kwaterze otoczony doradcami „Bór” szykował się do podjęcia najważniejszej decyzji nie tylko w swoim życiu, ale także w życiu miliona mieszkańców Miasta oraz dalszych milionów, którzy Powstanie pamiętać będą tylko z książek i nie będzie Ono dla nich tylko kartką w podręczniku do historii. Ruskie czołgi widziane były podobno już w Radości. Ci, którzy znają Miasto wiedzą, co to oznacza. Zdążymy przed sowiecką nawałą czy nie? Będziemy niepodlegli czy martwi? Wysiedlą niemcy miasto czy nie? Będzie tu drugi Stalingrad, w ogniu którego zginą mieszkańcy Miasta czy może zdążą nas wyrżnąć wcześniej? Liczyc na sowiecką łaskę czy na knut? Ryzykować bierność czy ryzykować życie w walce? Stalin gębą lublińskiej rozgłośni nawołuje do zbrojnego wystąpienia „Niech milion warszawiaków stanie się milionem żołnierzy”. Ufać mu czy ufać już tylko swoim decyzjom?
Znalazłem odpowiedź. Zobaczyłem ją w Muzeum Powstania Warszawskiego. Tuż przy wejściu, na ścianie umieszczono plakaty z okupowaniej Stolicy. Obwieszczenia o egzekucjach, wezwania do robót fortyfikacyjnych, listy rozstrzelanych warszawiaków, piekło codziennego życia w postaci czarnego druku germańskich plakatów. U góry zaś prosta odpwiedź niczym miecz macedońskiego cymbała przecinająca dylematy, „TRZEBA BYŁO TO PRZEŻYĆ ŻEBY ZROZUMIEĆ, ŻE WARSZAWA NIE MOGŁA SIĘ NIE BIĆ”
Decyzja: ZACZYNAĆ !!!
My, ludzkie bydlo ludzki gnoj Z suteren i poddaszy, My chcemy herb miec swoj Na zgube wrogom naszym! Dlon nabiegla siecia zyl Goraca od purpury Chcemy zacisnac z wszystkich sil I straszna wzniesc do gory! My, co zyjemy byle jak, M, ktorym sie nie szczesci, Z radoscia powitamy znak, Znak zacisnietej piesci! Jan "Bonawentura" Romocki
|
|
Komentarzy:
1
|
|
2007-07-30 dwa dni do wybuchu Powstania Warszawskiego
2007-08-08
|
Zawładnęła mną bez reszty. Nie dlatego, że okrutny los pastwiący się nad nią z pasją sadysty pozostawił na Jej ciele miliony blizn krzyczących do sumienia świata tak głośno, że tylko głuchy, ślepy albo głupi przeoczyłby ich ślad. Nie dlatego, że po operacji plastycznej, która zamiast upiększyć z ledwością przykryła ślady wilczych kłów Ona wygląda jeszcze piękniej i majestatycznej. Nie dlatego, że kolorowe wisiorki nocnych świateł coraz bardziej upodabniają Ją do Jej europejskich koleżanek. Nie dlatego. Zakochałem się w Niej dzięki jej Dzieciom. To jest jak droga do serca przez żołądek, gdzie królewska strawa z każdym kęsem roztapiała moje serce jak lód. Karmiłem się nią już od czasów podstawówki. Szefem kuchni był nie kto inny jak niemłody już Pan w okularach, żołnierz Armii Krajowej o pseudonimie „Teofil”, czyli Władysław Bartoszewski. W swej czarodziejskiej kuchni przygotował jeszcze w czasach czerwonych psów znakomite danie główne „Dni walczącej Stolicy”, z którego jasno wynikało, że kłamstwa na temat tej Bitwy o Polskę zaczynają zdychać razem z tymi, którzy je głoszą. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że tak naprawdę Powstanie swe należne miejsce odzyska dopiero wtedy, gdy na warszawskim stolcu zasiądzie wreszcie nie żaden prezio, ale Prezydent Lech Kaczyński. Rozmach, jaki przybrały obchody pierwszosierpniowe zawdzięczać można właśnie Jemu. Ale to już inna historia. Na razie rozsmakowywałem się w bartoszewszczyźnie. Nie było to moje pierwsze spotkanie z kuchnią warszawską. Te zaliczyłem trzy lata wcześniej, w ’87, za sprawą trylogii Liskowackiego „My z Marymontu”, „Z zielonych ulic na barykadę”, „ Wracamy do domu”. Opowieści o młodych warszawiakach, którzy przeżyli horror germańskiej okupacj, włączali się w akcje Małego Sabotażu i w końcu odnaleźli finał swej walki na barykadach powstańczych były jak grom, który spalił mnie doszczętnie. Nigdy nie zapomnę setki razy czytanych fragmentów o pierwszym szturmie na pozycje niemieckie ledwie z belgijską FN-ką z trzema pestkami w magazynku, o opisie krwawej jatki jaką był szturm oddziałów żoliborskich i staromiejskich na Dworzec Gdański czy wreszcie obrazu wymarszu Wojsk Polskich z Warszawy po upadku Powstania. Wtedy właśnie padła komenda „Równaj krok”, poszedł śpiew od czoła. Gruchnął o bruk marszowy krok, a niemcy tylko rozdziawili kopary i dziwili się, że takim gówniarzom nie mogli dać rady przez dwa miesiące. Nie mogli, bo Ci Gówniarze to były Warszawskie Dzieci, żołnierze, którzy najlichszą cegłę z ukochanego bruku cenili bardziej niż swoje życie. Nie mogli, bo przyszło im walczyć z Armią Krajową.
Byłem już kupiony. Nie mogłem nie zakochać się w Niej patrząc na Jej Dzieci, poznając ich losy coraz dokładniej. Stawali się dla mnie coraz ważniejsi. Ci wciąż żyjący i Ci, którzy złożyli głowę na warszawskiej ulicy. Będzie to więc opowieść o Nich, Nich najdzielniejszych z dzielnych, o ich wielkim poświęceniu, szaleństwie w walce i wielkiemu umiłowaniu wolności. Wielka polityka to tylko tło do historii historii Tych, którym przyszło jechać tramwajem na wojne. Zacznie się już niebawem, w rytmie bębnów Lao Che i meldunku doborowych batalionów gotowych do boju.
„-Batalion Zośka oi?
-Oi!
-Batalion Pięść oi?
-Oi!
-Batalion Miotła oi?
-Oi! Czata 49! Parasol!”
Dzieci, co z butelkami szły na czołgi… |
|
Komentarzy:
0
|
|
29 sierpnia, trzy dni do wybuchu Powstania Warszawskiego
2007-08-06
|
Po raz pierwszy samolot zatoczył łuk z prawej strony. Wynik? Pojawiające się właśnie pod stopami Miasto mignęło mi tylko przez okienka pomiędzy rzędem siedzeń obok. Szkoda, uwielbiam widok Warszawy z lotu ptaka. Jawi mi się wtedy jako oaza widziana z daleka, do której bram się właśnie zbliżałem, która już niebawem ponownie otworzy przede mną swoje podwoje. Oswajam się z jej ulicami coraz bardziej. Teraz już nie zaskakuje mnie swoim czarem tak, jak za pierwszym razem, rok temu. Teraz witam się z Nią, z jej znajomym brukiem, z zaułkami I zielenią parków jak z dawno niewidzianą Przyjaciółką, za którą tęskni się już milisekundę po tym, gdy koła unoszącego mnie samolotu oderwą się od pasa startowego. Teraz ten czar to nie zaskoczenie, ale oczekiwana słodycz zawsze niezwykłego spotkania. To już nie jest etap rozbieganych spojrzeń omiatających cegły jej murów, są za to długie, świadome pociągnięcia dłonią pieszczące każdy detal Jej ciała wtórujący cichemu szeptowi „Witaj ponownie, wróciłem”. Taka jest różnica pomiędzy zakochanem, a miłością, wciąż odkrywanie, wciąż emocje, ale rytm spokojnieje. Czujesz serce bijące mocno, ale równo i spokojnie. Siadasz na murach Barbakanu, zamykasz oczy i czujesz jak pulsuje życie w kamieniu. I już wiesz, że jesteś wreszcie w Domu. |
|
Komentarzy:
0
|
|
Podróż do prezszłości
2007-08-06
|
Witam ponownie. Minął rok od czasu kiedy zacząłem pisać tego bloga. Moja podróż do Warszawy znalazła kres powstańczego etapu. Zacząłem pisać o Powstaniu od jego dziesiątego dnia. Postanowiłem, że w tym roku dopiszę brakujące dziesięć dni. Tak się stanie. Niestety, z różnych powodów nie będę mógł tego zrobić tak jak poprzednio, aby w każdym kolejnym dniu sierpnia umieszczać notkę o tym, co pod tą datą wydarzyło się 63 lata temu na Warszawskim Bruku. Uzupełnię każdy dzień, alby ten blog znalazł zagubioną, spinającą go klamrę. Po 10 sierpnia proponuję wrócić do moich starych notek, tych sprzed roku. Są jak najbardziej aktualne. Zapraszam więc do zajęcia miejsc w fotelach. Rozpoczynamy Podróż |
|
Komentarzy:
0
|
|
Do Pana Michała
2007-07-02
|
Dziekuję bardzo za komentarz. Dziękuję również za uwagę odnośnie braku zdjęcia Stadionu Polonii. Brak ten nadrobiłem i umieściłem zdjęcie pod notką o wykrwawieniu się żołnierzy Czaty 49 i Zośki na murawie przy Konwiktorskiej. Oto link do tej notki
http://www.slowin.blog.interia.pl/?id=353585
Starówka to świętość dla mnie. To miejsce szczególne i spędzam tu zawsze najwięcej czasu. Nie umniejszam broń Boże niczego Staremu Miastu jeżeli chodzi o rolę w Powstaniu. Czerniaków to zupełnie inne wspomnienia i uczucia. Nie lepsze czy gorsze, inne. Wszystko razem składa się na pamięć o Powstaniu Warszawskim.
Bardzo chętnie nawiązałbym z Panem kontakt, gdyż prawdę mówiąc niewielu znam Warszawiaków, a chętnie zadałbym kilka pytań, jeśli można:) mój mail to add_kalad@yahoo.co.uk
Pozdrawiam
słowin |
|
Komentarzy:
4
|
|
2007-05-30
|
Wiktor I hełm Andrzeja Morro
 |
|
Komentarzy:
4
|
|
Wiktor w Warszawie
2007-05-30
|
| Siedzę teraz w czytelni Muzeum Powstania Warszawskiego. Obok mnie Wktor. To takie... niesamowite, móc go tu przyprowadzić. Może nie zapamięta wszystkiego, ale na pewno dużo mu w sercu zostanie. Po powrocie do Londynu wkleję w to miejsce zdjęcie Małego przy hełmie Andrzeja Morro:) jutor na spotkanie z Zośkowcami. |
|
Komentarzy:
1
|
|
07/01/1948 roku UB zamordowało Anodę
2007-01-08
|
| Wczoraj zamordowali Jana 'Anodę' Rodowicza. Bezlitosnie zgasili płomień, który palił im sumienia. Krew spłynęła po posadzce ubeckiej katowni. Pochylić głowy! Odszedł kolejny Bohater! Jakże daleko mi do nich:( |
|
Komentarzy:
3
|
|
Wigilia bez "Anody"
2006-12-24
|
Aresztowali go dokładnie w pierwszą rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego.Jeden z najlepszych oficerów i dowódców Powstania. To pod jego rozkazami walczyło najsłynniejsze zgrupowanie złożone w większości z harcerskich batalonów, w tym "Zośki". Płk Jan "Radosław" Mazurkiewicz. Podjął rozmowy z UB. Dostał gwarancje. On utworzy komisje likwidacyjną,a oni zostawią chłopców w spokoju. Przed Komisją Likwidacyjną stanęło około 60 tysiecy żołnierzy AK, którzy pragnęli jednego, zasypiać spokojnie u bokoów swych żon, bez strachu, że bezpieczniackie ciury nie wyważą drzwi o piatej nad ranem. Uwirzył im. Przekonywał swych żołnierzy jak ojciec. A oni słuchali. Jan "Anoda" Rodowicz, żołnierz "Zośki" też posłuchal. Potem sam przekonywał do tego pozostałych w konspiracji przyjacół. Ale ubeckie jest gówno warte. Trzy lata później. bezpieczniackie psy wykorzystają informacje bedące w posiadaniu Komisji. Zaczyna sie "dance macabre".
Wiadomość przyszła nagle, 24 grudnia 1948 roku, kiedy wiekszość z nich zajęta była przygotowaniem do wigilii. Za parę godzin mieli usiąść do wspólnego stołu. Ale tego wieczoru nawet świąteczny karp miał smak trocin. UB aresztowało "Anodę". Nie pomogły zapewnienia najbliższych, że to pewnie pomyłka, że wszystko się wyjaśni. Trzy lata amnestii i iluzji pokoju runęło jak domek z kart. Oni, żołnierze wyklęci wiedzieli jedno, juz po nich idą.
To właśnie dziś, tyle że 58 lat temu zapukali do jego drzwi. Zapukali, czy weszli z drzwiami na butach?? Torturowany i bity stał się jedną z pierwszych ofiar stalinowskiego terroru. Psy z ubecji zamordowały go podczas śledztwa 7 stycznia 1949 roku.Jego zbrodnią była przynależność do Armii Krajowej. Po nim do więzień trafiło jeszcze około dwóch milionów Polaków. Wydano około 5 tysięcy wyroków śmierci, z czego wykonano ponad połowę. Bilans jest jednak jeszcze wyższy. W latach 1944 - 56 straconych w egzekucjach, zmarłych w i zamordowanych więzieniach zostało 20,5 tysiąca ludzi. Pawie 6 milionów wpisano n aliste pod tytułem "element przestępczy i podejrzany". Co to oznacza? Ano tyle, że co trzeci dorosły Polak był inwigilowany przez UB !!!!
Wśród stalinowskich prokuratorów sądowych wysyłających na śmierć chłopców z AK był tefan Michnik, brat Adasia Michnika, naczelnego redaktora "gazety wyborczej". Ten zbrodniarz drepcze dzis po szwedzkich chodnikach otrzymując z Kraju wysoką emeryture wojskową. Z Kraju, którego był katem !!
No comments. Wszystkim życzę pogodnych Świąt Bożego Narodzenia, opieki Bożej i spełnienia marzeń. Niech w Waszych sercach nie zabraknie ciepła dla tych, których aresztowano o świcie, dla Przyjaciół, dla "Anody". Czuwaj! |
|
Komentarzy:
1
|
|
Koniec wpisów
2006-11-22
|
| W związku z Tym, że jakiś baran wciąż wrzuca mi reklamy do księgi gości chwilowo zawieszam możliwość zamieszczania wpisów do księgi gości. |
|
Komentarzy:
1
|
|
Whatfor Gratulacje!!!!
2006-11-13
|
Gdzies po cichu bardzo w to wierzylem. I spelnilo sie marzenie. Whatfor wygral konkurs na scenariusz do filmu fabularnego o Powstaiu Warszawskim!!!! Bedzie polski film o Powstaniu. Wielka produkcja przycmiewajaca z pewnoscia rozmachem "Ogniem i Mieczem"! Dzieki Tomek! Wiem, ze ten film nie bedzie spieprzony przez political correctness dzieki Tobie! Gratuluje jeszcze raz! Tonaprawde ukoronowanie Twojej ciezkiej pracy nad popularyzacja pamieci o Powstaniu Warszawskim!! Czekam z niecierpliwoscia! Jeszcze tylko 2 - 3 lata!!
Przypominam, ze link do strony Whatfora znajduje sie na dole listy w mojej linkowni!! |
|
Komentarzy:
1
|
|
Słoń, mój Słoń
2006-11-09
|
Przeglądałem dziś swoje zdjęcia z Warszawy. Klatka po klatce, wspomnienie po wspomnieniu. Błysk za błyskiem. I nagle trafiłem. Nie szukałem specjalnie. Po prostu ”wpadł mi w oczy”. Pokrowiec na hełm Słonia! Pokrowiec por. Jerzego Gawina! Nie mógłbym go nie umieścić w moim blogu. To takie… niesamowite, te wszystkie momenty, które przypominają mi się teraz. Śmieciarka przy Okopowej, Wilanowska 1 i to miejsce, w którym poległ. Kawałek plamistego materiału. Relikwia.
 |
|
Komentarzy:
2
|
|
To juz dzis!
2006-10-31
|
Dzis zamykam oczy i ide na Czerniakow. Bede szedl za trumna Andrzeja "Morro". Napisze o tym wieczorem w Szklanym Domu, teraz juz trzeba isc.....
|
|
Komentarzy:
4
|
|
Szklany Dom
2006-10-09
|
Zapraszam do mojego szklanego domu. Jestesmy tam my, wszyscy moi Przyjaciele i ja:) Powstanie Warszawskie dobieglo konca, ale przeciez jego Bohaterowie sa niesmiertelni, wiec i opowiesc bedzie trwac.
http://slowin.blog.interia.pl/szklany_dom/
Link znajdziecie tez obok, po lewej stronie |
|
Komentarzy:
5
|
|
Pozegnianie;)
2006-10-08
|
Decyzja podjeta! Nie bede wiecej pisal tego bloga. Kontynuowanie go w takiej formi jak to sie zapowiada byloby rozmyciem idei jego istnienia. Nowe wpisy dotycza mimo wszystko troche innych wydarzen. To blog o Powstaniu Warszawskim. Jedyne wiec notki jakie sie tu jeszcze pojawia beda tez dotyczyc Powstania. Spotkamy sie tu znow za rok 1 sierpnia. Przez dziesiec dni bede uaktualnial wpisy, do momentu, w ktorym zaczalem pisac go w tym roku. Tak powstanie zamkniety cykl. Umieszcze go wtedy chronologicznie na stronie internetowej. Rzeczy wazne dotyczace samego Powstania bede zamieszczal tu, na tym blogu. Jednak juz nie z tak duza czestotliwoscia jak do tej pory.
Nie bede konczyl pisania wogole. Po prostu otworze nowego bloga:) Te wpisy, ktore nie dotycza bezposrednio Powstania, ale zostaly juz tu wklejone niech pozostana. Nowe pojawia sie na nowym blogu, a link do niego podam jak tylko zaistnieje. Spotkamy sie tam znow, opowiem Wam o tych wszystkich rzeczach, ktore stanowia tlo do wydarzen warszawskich, okupacje, dzialalnosc Grup Szturmowych i losy moich Przyjaciol jescze przed Powstaniem. Bedziemy dalej kontynuowac opowiesxc o najdzielniejszych Synach Narodu Polskiego. O kazdej nowej notce na tej stronie poinformuje na nowym blogu.
Do zobaczenia na moim nowym blogu.
 Czuwaj!!
slowin |
|
Komentarzy:
1
|
|
Pamiec i tozsamosc
2006-10-08
|
Kiedy konczy się pamiec a zaczyna nienawiść?? Pisałem już nie raz, ze niemcow nienawidze. Z całego serca. Pisałem tez, ze wrogowie mogą się pogodzic, ale ich dzieci nigdy. To prawda. Nie sadze, żeby przepasc miedzy naszymi narodami zostala kiedykolwiek zasypana. Faktem jest, ze dzieci nie mogą odpowiadac za zbrodnie swych rodzicow i dziadkow. Faktem jest jednak tez to, ze należący do narodu przejmuja jego spuściznę, to co go ukształtowało, wszystkie chwile wzniosle i wszystkie momenty upodlenia. Czy jestem stronniczy?? Tak jestem. Czy można potepiac ojca o stronniczośc kiedy zada kary dla mordercy swojego dziecka? Mój syn będzie wiedział, kto na nas napadl w 1939, pozna smak zdrady ze strony przyjaciol, zapisze w pamieci bohaterskie Powstanie Warszawskie. Dowie się o lotnikach, czerwonych makach spod Monte Cassino, śniegu Narwiku i piaskach Tobruku. O Grunwaldzie i Wiedniu tez. I tak jak on, o tych wszystkich wydarzeniach dowiedza się tysiące polskich dzieci na calym swiecie.
Wychowanie wynosi się z domu. Mnie, podobnie jak wielu innych ukształtowała Mama. Mój ojciec był za maly żeby walczyc w szeregach Armii Krajowej, ale mój dziadek nie. Mieszkali na Wileńszczyźnie. Ojciec, wszędobylski dziewięciolatek wypatrzyl kryjówkę ruskiej partyzantki rabującej polskich chłopów. Powiedział dziadkowi. Ruscy odeszli do krainy, gdzie spotkali się zapewne duchem Lenina,albo innego czerwonego bozka. Na rodzine Ojca zapadl wyrok śmierci. Musieli uciekac. Opowiadal jak już w pociągu, który wiozl ich jak Pawlakow i Karguli na ziemie odzyskane jechal z nimi człowiek, który pozniej okazal sie kapitanem AK. Ujawnil się w momencie, gdy na postoju dwóch ruskich sołdatów chcialo zgwałcić siedzaca obok mloda nauczycielke. Mezczyzna wyjal gnata i zastrzelil jednego jak psa, drugi uciekl. Wtedy dowiedzieli się ze jest oficerem AK, uciekl w chwile pozniej. Zbiegla się czerwona swolocz. Na szczescie nadszedł mlody oficer sowiecki. Zapoznal się z sytuacja, rozgonil sołdatów, a drugiego amatora gwałtu kazal rozstrzelac bez sadu. Moj Ojciec to widzial. Nienawidzil niemcow i czerwonych.
Matka uczyla mnie Hymnu Polskiego, modlitw, wiersza ‘Kto ty jestes?’. Jak tysiące innych polskich Matek. W taich warunkach kształtowały się charaktery moich Przyjaciol z Powstania Warszawskiego. Patriotyzm, a nie antysemityzm ssali z mlekiem Matki. Zupełnie naturalna droga od sabotażu, poprzez walke do zwycięstwa możliwa była dzieki temu, ze domy rodzinne były oaza polskości.
Spotkałem ich dwa razy. Siedziałem na stopniach pomnika Powstania Warszawskiego. Nadeszli od ul. Miodowej. Amerykanin z zona Polka i wyrośnięty nastolatek, jak asie pozniej okazalo chłopak z Hawajow. Obok nich dreptal starszy pan. Tego dnia byłem w trakcie mojej międzynarodowej misji, polegającej na tym, ze postanowiłem każdemu obcokrajowcowi spotkanemu pod pomnikiem wyjaśniać istote Powstania i pokazac wlaz do kanałów, którymi wydostali siw ze Starowki jej obroncy. Jednak ci ludzie nie potrzebowali pomocy. Opowiesc prowadzil starszy pan. Nazajutrz spotkałem ich w kanale. W jego krótkiej rekonstrukcji w piwnicach Muzeum Powstania Warszawskiego. Zgubiłem ich w tym trzydziestometrowym kanale. Spotkaliśmy się na wiezy widokowej. Rozmawiałem chwile z Amerykanami, którzy byli pod wielkim wrazeniem tego co widzieli. Wtedy spojrzałem na pana, który im towarzyszyl. Stal z boku. Nie wiedziałem, jak zaczac rozmowe. Wyszlo jakos tak niezręcznie, ale już po chwili dyskutowaliśmy dyskutowaliśmy najlepsze. Był Żołnierzem Batalionu „Gozdawa”, bral udzial w walkach o Stare Miasto. Uslyszalem od niego ‘ Wy, mlodzi pewnie inaczej osbieracie Powstanie, dla was to bohaterski, rycerski zryw. Dla nas to było pieklo, o którym wolalbym zapomniec.’ Gdy zapytałem go, czy moglby wymienic choc jedna dobra rzecz która pamieta z Powstania uśmiechnął się krzywo i powiedział „ Palace się domy i masakrowani ludzie’. Zrozumialem. Popatrzyl na mnie, „Dzis już nie ma takich ludzi jak dawniej, dzisiejsza młodzież jest za miekka, dzis do Powstania z pewnością by nie doszlo, nie byloby komu walczyc’. Przytaknąłem. Popatrzyl z wyrzutem na kobiete, swa córkę. Mruknął cos o zmarnowanym wychowaniu pod nosem. Zrozumialem jego zal. Gdybym wtedy miał przed soba mojego bloga! Gdybym miał Wasze komentarze! Powiedziałbym mu jak bardzo się oboje myliliśmy!!
Takie będą Wasze domy, Cathin, Moniczko, EmoU, Luthien, Owieczko, Justyno, Kasiu i wszyscy Wy, którzyście zostawili tu swój slad. Już jestem spokojny. Wiem, ze gdyby nadszedł czas, to Wasze domy dadza Polsce kolejnych Anrzejow „Morro”, „Laudanskich”, „Sloniow”, „Pomianow”, „Zosie”, „Irki”. Chwala Wam za to!
Warszawa z wiezy widokowej Muzeum PW
 |
|
Komentarzy:
9
|
|
Whatfor! Szacunek dla Ciebie!
2006-10-07
|
Czytam i uśmiecham się do siebie. Osiągnąłem chyba to, co zamierzałem osiągnąć. WIecej nawet. Chciałem tylko wylac z siebie tego, co nagromadzilo mi się w srodku, wyrzucic z siebie potok slow, które kraza w mojej glowie. Zdarzylo się tak, ze uderzyłem te delikatna strune w Waszych sercach. To zaszczyt dla mnie. Moznaby się przyczepic do wielu szczegółów, czasem nie zgadzaja się cyfry, bo zamiast 30000 zginelo 25000, czasem przesunąłem jakies wydarzenie o jeden dzien. To tak naprawde nie ma znaczenia. Nie pisze pamiętnika, ani sprawozdania. Pisze o moich uczuciach, o tym, co mi gra w duszy. Przekazuje obrazy i dzwieki, a nie suche fakty. Fakty sa, ale przez pryzmat moich oczu.
Musze tu wspomniec o Człowieku, którego miałem zaszczyt poznac. Whatfor, wiem, ze mógłbyś wypunktoiwac wszystkie niescislosci w moim blogu. Wiem, jak bardzo jestes uczulony na to. Ale wiem tez, ze zrozumiesz, ze mamy dwie rozne metody na osiagniecie tego samego celu. Rozpropagowanie pamieci o Powstaniu Warszawskim. Stworzyłeś według mnie najlepsza, najobszerniejsza i najrzetelniejsza strone o PW. Chwala Ci za to!
Link do strony Whatfora znajduje sie w mojej linkowi. Polecam serdecznie.. Ten człowiek spedza kilkanaście godzin dziennie od kilku lat doskonaląc swoje Dzielo. Gdy wpiszecie w wyszukiwarke haslo dotyczące powstania, bardzo często info z jego strony jest na pierwszej pozycji. Od jakiegos czasu ta strona jest jego jedynym źródłem dochodow. Wsparcie tego Człowieka to priorytet. W sieci jest tylko maly fragment tego, co możecie dostac na CD. Na stronie znajduje się informacja, jak CD dostac. To tylko 30 zl. Wartość informacji jakie za to dostaniecie jest o tysiąckroć wieksza. Tyle mogę dla Ciebie zrobic Tomku. Mam nadzieje, ze pomoze.
http://www.whatfor.prv.pl/
Polecam!!
|
|
Komentarzy:
3
|
|
Bycie Polakiem, bycie czlowiekiem
2006-10-07
|
Dowiedziala sie o masakrze 6 sierpnia. Niemcy wpadli do szpitala Sw Lazarza, wystrzelali personel, potem wyprowadzili rannych i ich tez zastrzelili. To nie koniec wesolej zabawy chlopakow zza Odry. Pod okiem luf przyprowadzano coraz to nowych ludzi. Co zrobili z nimi?? Zaaasrzelili!!! Do wieczora zamordowano w tym szpitalu na Woli 2000 osob!!! Kobiety, dzieci, starcy i wszyscy!! Gdyby psy szczekaly po polsku tez zostalyby zastrzelone. Wtedy obiecala sobie, ze zaden niemiec nie wyjdzie z jej rak zywy. Ona i jej kolezanki z oddzialu, sanitariuszki. Dlugo nie musialy czekac. Znalazly go pod plotem, jeczal tylko ze strachu "Nicht schiessen..." gruby piecdziesiecioletni, lysiejacy pan swiata. Przystanely nad nim i .... zaczely sie smiac. Zdebial. NIe wiedzial, ze wlasnie w tej chwili peklol w tych polskich dziewczynach poczucie strachu i bezsilnosci. Nie mozna zabic przeraznonego zwierzecia. Opatrzyly go, przezyl. Takie mamy Dziewczeta, Matki i Corki!!!
Spotkalem go podczas mojej nocnej zmiany w hotelu. Godzine wczesniej przybyla do nas wycieczka z nemiec. Srednia wieku turystow grubo przekraczala szescdziesiatke. Pokolenie panow swiata. Patrzylem na nich krzatajacych sie posrod swoich bagazy. PAtrzylem jak patrzy dziki kot na swoja ofiare. Marzylem, zeby miec karabin. Zeby scisnac stena w dloni i prac!! Zastanawialem sie ilu z tych usmiechajacych sie do mnie dziadkow odwiedzilo Polske w latach czterdziestych z innym biurem podrozy, Wermahtem. Odszedlem. Za gleboko tkwila w mnie ta polska drzazga. Spacerujac po hotelowych pietrach nie moglem oderwac mysli od tych twarzy, ktore obserwowalem w lobby. Skrecilem w kierunku schodow. Siedzial tam. Starszy pan, niemiec, turysta odwiedzajacy 'stare smieci'. Przez chwile zastanawialem sie , czy go nie zapytac, czy byl moze kiedys w Warszawie. Zacisnalem tylko piesci. Zobaczyl mnie. Zaczal cos mamrotac. Nie zrozumialem. Zobaczylem tylko kazuze moczu na schodach. Siedzial w niej i patrzyl na mnie jak na zbawienie. Zadzwonilem do opiekuna grupy. Chwile potem staruszek byl juz w swoim pokoju. Mial skleroze, zapomnial numer pokoju, zapomnial gdzie jest. Gdy odchodzil prowadzony przez opiekuna odwrocil sie do mnie, dotknal mojej reki i usmiechnal sie, "Danke". Nie moglem zniesc jego dotyku. Nie zabija sie przerazonych bezbronnych, nawet w myslach. Tego nauczyla mnie moja Matka, w koncu bycie Polakiem zobnowiazuje. |
|
Komentarzy:
6
|
|
CDN...
2006-10-05
|
| Skonczylo sie Powstanie Warszawskie. Ale losy moich Przyjaciol tocza sie dalej. Za miesiac odbedzie sie pogrzeb Andrzeja "Morro", przed Bozym Narodzeniem ubeckie kundle aresztuja "Anode", jest jeszcze tyle do powiedzenia. No i pierwsze 10 dni Powstania, ktorych zabraklo w tym blogu, pojawia si ejuz za rok:). Dzikuje wszystkim, ktorzy byli tu ze mna przez ten czas. Wy wiecie, o kim mowie. to chyba tyle Moniczko, zeby rozwiac Twoje watpliwosci:) |
|
Komentarzy:
12
|
|
Czas rozstania...
2006-10-05
|
Marze już o nowym wyjezdzie do Swiętego Miasta. Chce pojsc w miejsca, w które już nie starczylo czsu by pojsc. Tym razem będę pośród Nich, gdy pozegnani przez swych dowódców czekac będą w milczeniu na sygnal do wymarszu. Ulice Sucha, Filtrowa, Zelazna, Aleje Jerozolimskie, Grojecka, Grzybowiska, Chlodna i Wolska stana się poderznietymi arteriami, którymi wyplynie krew tego Miasta, najwierniejsi, Dzieci Warszawy. Dzis i jutro do niewoli wymaszeruje 72. Pułk Piechoty AK pod dowództwem ppłk. Jana Szczurka-Cergowskiego „Sławbora”, Komenda Główna AK, dowództwo 10. Dywizji Piechoty AK oraz grupa „Sokół” Narodowych Sił Zbrojnych płk. Spirydiona Koiszewskiego „Topora”, 36. Pułk Piechoty AK pod dowództwem mjr. Stanisława Błaszczaka „Roga”, sztab Warszawskiego Okręgu Korpusu, sztab 28. Dywizji Piechoty AK oraz Komenda Miasta, kolumna 15. Pulku Piechoty AK pod dowództwem ppłk. Franciszka Rataja „Pawła”. Jako ostatnie wyrusza 9 pazdziernika oddzialy osłonowe. Pomiedzy nimi jak niekonczaca się rzeka wypłyną ludze, którzy przez te wszystkie dni dzielili z Żołnierzami swoj los. O tych ludzi moi Przyjaciele boja sie najbardziej. Jak zostana przyjeci? Co powiedza ci, którym zabrano najbnlizszych i caly dorobek zycia. Nerwowo jeszcze czyszcza helmy i karabiny. Wreszcie sygnal. Ruszaja. Wychodza rownym żołnierskim tempem. Widac już najblizsza barykade, ostatni punkt wolnej Warszawy. Obok niej stoja ludzie, cywile. Napiecie nie do zniesienia. Tak trudno utrzymac oczy suche. Co powiedza. Czy będą ich przeklinac i wolac ‘zdrajcy’, mordercy’ jak na Starowce? Boze, niech to już się skonczy! Na Barykadzie stala kobieta, zwykla warszawska przekupka. W reku trzymala obrazek z Panem Jezusem. Czolo kolumny zbliżyło się do niej. I wtedy kobieta zaczela wolac „Dzieci! Nasze Dzieci! Zabieraja Nasze Dzieci!”, podchwycili to inni ludzie stojacy przy drodze. I już caly tlum wolal „Nasze Dzieci!” Cos pękło, załamał się krok. Dziewczęta zaczely plakac. Chłopcy Chłopcy trudem zaciskali żeby. Tak ci ukochani ludzie zegnali swych Żołnierzy, zaplacili im po tysiąckroć za ten czas, kiedy Ci Chłopcy dali im Warszawe Wolna i Niepodlegla. Na przekor calemu swiatu!
Zbliżyli się do stanowisk niemieckich. Na poboczu stal general Tadeusz ‘Bor’ Komorowski, Naczelny Wodz Sil Polskich. W skromnym palcie, po żołniersku, uchylonym kapeluszem zegnal swych Żołnierzy, oddając im honor. „Równać Krok!!” Ulica wypełniła się rownym stukotem żołnierskich butow maszerujących żołnierzy. „Jeszcze Polska nie zginęła!”, piesn popłynęła nad odchodzącymi odchodzącymi nieznane szeregami. I przechodzili tak wzdłuż niemieckich szeregow, z duma i podniesionymi czolami, z zaciśniętymi gardlami, ale promieniującymi sila. A niemcy? Stali w ciszy salutując, z poopadanymi szczekami, ze z takimi dziecmi nie mogli dac sobie rady przez dwa miesiące. Ostatnie spojrzenia na ukochane Miasto, i ruszaja dalej. Dla wielu z nich to był ostatne spojrzenie na umilowana Stolice, wielu nie wroci już z niewoli. Tak odchodzily do niewoli najdzielniejsze i najwaleczniejsze Wojska swiata, Żołnierze ARMI KRAJOWEJ!! Tak zakończyła się najtragiczniejsza, a zarazem najwznioslejsza karta w historii Warszawy, POWSTANIE WARSZAWSKIE!!
Każdego dnia spaceruje w moich myslach przez wymarle miasto jakim stala się popowstancza Warszawa. Czuje się tu jak w domu, który kiedys pelen smiechu i radości teraz stoi pusty, bo dzieci, które tu mieszkaly i były źródłem tego szczęścia umarly, lub odeszly. Zimne sciany i tylko na podłodze wala się stos smieci. Nawiedzony dom. Nawiedzony takimi samymi ludzmi jak jak, którzy codziennie wracaja tu choc na chwile, aby choc na chwile nasycic dusze wspomnieniami. Wiem ze zawsze znajde tu Andrzeja „Morro”, który opowie mi jak przywitali w niebie niemieckich żołdaków. Spotkam „Xiecia”, którego opieprze za to, ze dal się zabic. Odnajde „Słonia”, z którym wypale papierosa nie mowiac nic, bo czasem nic nie mowic, to jak najwspanialsza rozmowa. Wreszcie uśmiechnę się do „Kuby”, który stac będzie tam, gdzie upadl, na Kolskiej. Śmiejąc się w duchu,bo niemcy zadbali o to, by pozbawic go zycia, ale zapomnieli idioci o tym, ze przeciez oni sa nieśmiertelni:), nasi Żołnierze. Usiądziemy wszyscy na staromiejskim rynku i popatrzymy na te święte zgliszcza ze spokojem. Udalo się nie oddac Miasta. Bo to, co niemcy zdobyli to nie Warszawe, to cmentarz, który po niej pozostal. Miasto pozostalo niezdobyte. Zegnajcie Przyjaciele. Do nastepnego razu, kiedy znow zamkne oczy i wpadne do Was na chwile. CZUWAJ!!
Wsiadam do pociągu. Siedze sam. Zaciskam żeby. Za chwile pociąg ruszy ze stacji, a ja podobnie jak odchodzący do niewoli Żołnierze, czuje rozdarcie tak silne,ze nie mogę się skupic na niczym innym. Przed oczami przesuwaja mi się obrazy z tychostatnich ośmiu dni, które spedzilem tu, pośród tych magicznych miejsc w sercu Polski, w Warszawie. Nie pojdzie na marne trud warszawskich Powstańców. W moim domu na ścianach wisza plakaty z Powstańczej Warszawy, srebrna kotwica Polski Walczącej tkwi w mojej klapie, mój sześcioletni syn wymienia bataliony zgrupowania „Radosław” bez zająknięcia, w samochodzie kaze sobie puszczac piosenki z Walczącej Warszawy i od czasu do czasu pyta czy nie obejrzymy „Kolumbow”. Ostatnio zazyczyl sobie kotwicy dla siebie. Moj wspollokator Maciek to taki sam maniak jak ja. Takich ludzi jak my jest coraz wiecej, rosnie szereg tych, którym pamiec Powstania jest droga. Nie przykryje Was kurz historii Przyjaciele! Serce Muzeum bije nam w piersi miarowo, pom pom,..., pom pom,… , pom pom…
gen Bor zegna swoich Zolnierzy

Kibice Legii Warszawa i ich trybuny

Koniec

|
|
Komentarzy:
11
|
|
Jeszcze jeden wiersz
2006-10-05
|
Nie mogę go nie napisac, gra mi w duszy ten poemat. Wrzuciłem tu kiedys jeden jego fragment, teraz czas ostatni na jego zakończenie.
...
Wiemy: Slow naszych czarna wściekłość Dostojnie zmiękcza znow regiony. A nami targa wzgarda, pieklo Na śmierć skazanych, opuszczonych:
Przywarl za Wisla mur swoloczy, Żeby sowiecka hiena szczerzy. A nam – nam tylko piachem w oczy, Nam tylko czekac, w pakty Wierzyc.
Na skandal jedno slowo, Skandal! Slow nie dobierac elokwentnej bandzie. Długo trąbiła nam ich propaganda, Dzis odspiewamy wiernej propa-grandzie:
Niech słyszą piesn klakierzy owi, Gwaranci wlasni i alianci Dyplomatyczni, traktatowi, Kart atlantyckich kant na kancie.
Nie! –
To zbyt grzecznie, za slabo! za malo! Bomby tu jeszcze nie wszystkich wytłukły! Kto zyw, niechpiersia huknie cala, By usłyszały nas niemrawe kukly, Rzady nierządne, ministrowie, Premierzy, durnie i krętacze, Ojce ludzkości zawodowi, Działacze wazni i partacze, Szuje, kramarze i wyglupki, Deklamatorzy, naciągacze, Cezary i żołędne bubki Udrapowane w cnoty sztandar: - nim sie wytleje do cna bitwa, niechaj sie dowie zacna sitwa, jak spiewa nasza propaganda:
Tu krwia rzygamy! Tu konamy w boju! Tu się historie targnęło za rogi!
- A tam w barchankach cieplych olabogi fotele grzeja, knoca swieczki z loju, i radzi, kadzi zbieranina wszawa, przyrzeka, zwleka i przesyla brawa…
Tu – amunicji! Broni! Broni trzeba! Giniemy! Chryste! Bron nam zrzuccie z nieba! Tu śmierć zatłukła sto tysięcy W kanalach,bunkrach, kazamatach! Wytłucze wiecej! Jeszcze wiecej! I pojda straszne niedobitki W kacety, piece i kibitki!
- A tam się szczwane wychytrzaja panki, slinia, seplenia o „sumieniu swiata”, dyplomatycznie rozkładają rece… A jakies inne odjajone mydlki Cedza cacanki, słodkie obiecanki, Lezki, westchnienia, rzewne ptysie z pianki… Nie nas pomada. Nie nas wazelina, Tu umieramy w glorii, nie w cykorii! Bracia! Niech ryknie ta piesn skurwysynom, By razem z nami weszli do historii!
Niech ich po nocach koszmarami dlawi, Niech wzgarda wolnych smaga ich jak biczem, Niech się do szczetu rozpacza wykrwawi, Niech poza groby siega i skowycze:
Piesn o Powstaniu w samotnej Warszawie.
Warszawa, w ostatniej siedzibie radiostacji AK ‘Blyskawica”, Wrzesień 1944 Zbigniew „Rudy’ Jasinski
|
|
Komentarzy:
1
|
|
W przeddzien wyjazdu...
2006-10-04
|
Ostatnie spojrzenie na Wyniszczone Miasto. Niedługo wyjezdzam. Poczekam na generala „Bora” Komorowskiego. Wyjde razem z nim 6 pazdziernika. W Warszawie pozostanie już tylko batalion osłonowy złożony złożony Żołnierzy „Kilinskiego”. Chce opuścić Miasto z Zołnierzami, czuje się przy nich bezpieczneij. Mam już kupiony bilet do Wrocka. Nie czuje się dobrze. Spędziłem w Miescie osiem dni. To była podroz mojego zycia. Pierwsze spojrzenie, zakochanie się, i potem już spacery dlugie i zasypiane w samym srodku. Można być bliżej?? Może trebaby stopic się w czerwcowym słońcu i zmieszac z warszawska ziemia, zatracic się tak do konca. Może wtedy moznaby nasycic ten glod duszy? Udalo mi się zostawic krew na kawałku warszawskiego muru, wspominanem już o tym na początku bloga. Niose w plecaku orobine Banku Polskiego. Czuje te cegle przez material, mala drobinka, która zmienia tak, jak okruszek lodu zmienil serce Kaja. Ja zamiast lodu mam ogien, nieujarzmiony zar, który wypala mnie tak, ze już tesknie za Warszawa, choc jeszcze z niej nie wyjechałem. Tak chyba czuli się ci, którzy dzis o 9.00 poszli jako pierwsi do niemieckiej niewoli.
Nie mielismy szczęścia do wojennych październików. Jeszcze nie zagoily sie blizny po trzydziestym dziewiatym roku, jeszcze na chodnikach widac cienie maszerującego do niewoli, rozbitego w morderczej walce Wojska Polskiego. Jeszcze nie zastygla ta gorycz w sercach z powodu zdrady nasych przyjaciol, a historia już zdazya zatoczyc kolo. Teraz ponownie Warszawa musiała skapitulowac przed niemcami. O ile wczesniej był to początek tournee Hitlera po Europie, to teraz wszyscy wiedza, ze nadchodzi jego kres. Powstanie Warszawskie, ostatnia bitwa o wolność Narodu, który stanął do walki z nadzieja na zwycięstwo, a któremu odebrano je, bo polityczne kalkulacje okazaly się ważniejsze niż zwycięstwo nad faszyzmem dobieglo konca. Zdradzono nas, choc nasi piloci włożyli tak wiele w obrone stolicy nasych przyjaciol. Zapomniano o nas, choc to nasze wojska pełniły role osłonowych podczas ewakuacji aliantow z Francji . To nasi Chłopcy byli ostatnimi, którzy złożyli bron na ziemi francuskiej. Reszta pajacow spieprzyla przez kanal, i gdyby nie interwencja u samego Churchila to nie przypłynąłby po nas nawet kajak. Nie zabrano wszystkich, większość musiała znow przejść przez upokoprzenie kapitulacji przed niemcami. A teraz po sześćdziesięciu trzech dniach najkrwawszej walki, jak przyszlo nam stoczyc w tej wojnie potraktowano nas gorzej niż sojusznikow Hitlera, Rumunie albo Wegry. Zostaliśmy sami. Ale nic to. Wyrównać krok, dochodzimy do pierwszych posterunkow niemieckich. Niech sukinsyny wiedza ze nadchodzi Wojsko Polskie. Poszli… dumnie i z honorem, cisza po stronie niemieckiej mówiła sama za siebie. Reszta wojska wyjdzie jutro i pojutrze. Dzis wszystko jest ostatnie. Ostatnie rozkazy, w których dowodcy wyrażają swój podziw i szacunek dla ofiarnej postawy Żołnierzy, którzy dali z siebie wszystko. Ostatni komunikat nadany za pomoca powstańczej radiostacji ‘Blyskawica” i dzwieki Warszawianki, potem to bezcenne pudlo zostanie roztrzaskane mlotkiem przez jego operatora Jana Georgice „Grzegorzewicza”. Stacja milknie o 19.30. Ostatni numer „Biuletynu Informacyjnego” z tekstem umowy kapitulacyjnej, która oznacza dla Polski czterdziestopiecioletnia czarna dziure w wolności, ale nie oznacza poszarpania honoru Żołnierza Polskiego. Psy bez poczucia godności nasyca się nasza padlina. Przeciez wlasnie o to im chyba chodzilo. Ostateczna kwestia sprawy polskiej zostala rozwiazana. Tak im się tylko wydaje, naszym przyjaciołom, którzy okazali się gorszymi od niemcow.
Stolze Polen!! Dumni Polacy!!

|
|
Komentarzy:
1
|
|
Drugi dzien kapitulacji
2006-10-03
|
| Ludzie masowo opuszczaja Miasto. Po sześćdziesięciu trzech dniach balansowania na granicy śmierci ida teraz pod czujnym okiem luf niemieckich kulomiotow. Zgodnie z umowa kapitulacyjna Warszawe opuści jutro jeden pulk Armii Krajowej. Reszta Wojska rozbiera barykady. Nie będą już potrzebne… Nie mam dzis sily na dalsze pisanie, ja tez szykuje się do wyjazdu. Zmagam się z tym, co tnie moje serce na kawałki. Jutro opowiem Wam jak do niewoli szla najwaleczniejsza Armia swiata, Armia Krajowa! |
|
Komentarzy:
3
|
|
internet siadl!
2006-10-03
|
| nie bedize dzis notki, wysiadl mio internet:( |
|
Komentarzy:
0
|
|
Pierwszy dzien 'po walce'
2006-10-02
|
Wczoraj o 19 ponownie zajazgotaly karabiny, skończyło się zawieszenie broni. Do godziny 5.00 rano jeszcze trwaly walki , jeszcze szarpaliśmy szarpaliśmy byliśmy szarpani, do rana…
„Chrobry II” poprawia stanowiska. Reszta trwa na czekaniu. Czekaniu na co?? W Ożarowie trwaja rozmowy na temat kapitulacji Miasta. Prusak Von Dem Bach przywital polskich oficerow, płk dypl. Kazimierza Iranek-Osmeckiego „Hellera” i ppłk dypl. Zygmunta Dobrowolskiego „Zyndrama” z radością. Zaczal od wyrażenia szacunku wobec bohaterskiej i walecznej Armii Krajowej i uznania dla ich nizezlomnej postawy. Potem już tylko negocjacje…
Przypominam sobie mój przyjazd do Warszawy. Postanowiłem wypatrywac przez okno autobusu pierwszego sladu Powstania. Zobaczyłem wielka kotwice! To był gmach Muzeum Powstania Warszawskiego. Pierwsze zetkniecie z powstancza Warszawa. Gralo mi w duszy, zmeczony po podrozy rzuciłem plecak i wybieglem na ulice. Chlonalem wszystko, od wlazu na rogu Wareckiej i Nowego Swiata, którym ewakuowali się obroncy Starowki po Dom Profesorow, stanowisko bojowe plutonu Smagi. Nie istniały dla mnie ogrodki piwne, ani samochody przecinające asfaltowe ulice. Przemierzałem warszawskie ulice i wszedzie napotykałem slady, wspomnienia i te drobniutkie sygnaly, te pylki historii,które pozwalaly mi zamykac oczy i widziec… i słyszeć… Wszystko było takie… zywe, jakby dopiero wczoraj rozebrano barykady. Z rozpalona glowa biegalem wszedzie tam, gdzie moglem sama obecnością nasycic ten glod w duszy, glod powstańczej Warszawy.
Moglem się wtedy tylko domyślać jakie wielkie podniecenie panowalo na ulicach w momencie, gdy podziemne bataliony ruszyly w pierwszy boj. Moglem tylko wyobrazic sobie jak wielka radość rozpierala serca gdy wreszcie można było oddychac pelna piersia w wolnej Polsce, jaka była w tych dniach Republika Warszawska. Błądziłem po staromiejskich zaułkach i czulem w sercu, ze nie istnieje już czas, ze wszystko ‘pomiesdzy’ zaciera się w moim sercu. Jest tylko Miasto, Oni, moi Przyjaciele i ja, podążający ich sladem. Zawsze o krok za Nimi, o jeden oddech z tylu. Znikali mi za rogiem Chowali się Chowali piwnicach, piwnicach ja czulem się tak … bezpiecznie, jak reszta mieszkańców. Bo przeciez naszej wolności strzegli najwspanialsi Żołnierze.
Dzis już nie ma ich wśród nas, wielu z nich nie doczekalo tego upokorzenia, jakim jest zlozenie broni. Reszta Chłopców bladzi w swych myslach. Odwiedzaja te wszystkie miejsca, gdzie stali z bronia na strazy godności tego Miasta. Znow jedli suchy chleb na barykadach Woli, znow przeliczali w nieskończoność ostatnie dwanaście naboi do peemu, znow ranni uśmiechali się do swych dziewcząt, które lataly ich jak mogly najlepiej. Znow patrzyli na zasnuty dymami pożarów Czerniakow, na którym najlepsze oddzialy Powstania wykrwawialy się na śmierć. Ich Warszawa kurczyla się z dnia na dzien. Zostala już tylko ostatnia reduta, Śródmieście. Nie widziałem lez, a przeciez płynęły strumieniami po ulicy. Rzeczywistość kreuje się przez mysl, mowe i czyn. Ich mysli to jedna wielka rana, która nigdy nie ulegnie zagojeniu. Czyny już były, takie czyny, ze nic nie jest w stanie przyćmić dumy z tego, ze jestem Polakiem. Czas mowy nadchodzi teraz. Czas nieustannego wspominania, tak, aby nastepne pokolenia żyły treścią tej walki, jak mowil Bor – Komorowski.
Ponownie o 19.00 zagraly karabiny, ostatnie walki o wolność polskiej Stolicy. Na krotko. O 21.00 umilkly strzaly. Warszawa skapitulowala. Glowe mam nisko na piersi. Tylko opuszkami palcow dotykam ich serc. Nie jestem w stanie podejść bliżej. Ta gorycz jest tak wielka, ze spalam się w jej ogniu. To wszystko, co daly z siebie Dzieci, którym skradziono młodość jest już przeszłością. Karabin w reku staje się jak rozrywajaca serce pamiatka z czasu, kiedy nic nie było tak wazne jak najmniejszy kamien na warszawskiej ulicy, nawet przelana krew. Ten karabin, za którym tak bardzio tęskniło się przez piec lat to już tylko …karabin. Musze zakryc uszy, żeby wytrzymac ten krzyk tysięcy Warszawskich Dzieci, który dudni mi w uszach, krzyk zawiedzionych nadziei, krzyk zdradzonych snow, krzyk niespełnienia. Nie jestem w stanie tego znieść, tez krzycze! Dlaczego Bog dal nam doczekac chwili, ze trzeba ponownie dac się upokorzyc niewola!! Może byloby lepiej tego nie doczekac?! A ja? Jakie mam prawo do tego, żeby urodzic się tak pozno, żeby moc tylko jak indianin tropic przeszłość po sladach? A może po prostu nie byłem godny żeby urodzic się wtedy? Ta cisza!! Nieznosna cisza!! I nagle brzek jak grzmot! Otwarłem oczy. To Bialy Orzel zgubil korone, zgubili ta uderzyla o warszawski bruk. Z przestrzelonym kręgosłupem zdola ja podnieść dopiero za czterdzieści piec lat…
Dziś idę walczyć - Mamo , Może nie wrócę więcej , Może mi przyjdzie polec tak samo Jak tyle , tyle tysięcy Poległo polskich żołnierzy Za wolność naszą i sprawę . ja w Polskę , mamo , tak strasznie wierzę I w świętość waszej sprawy .
Dziś idę walczyć - Mamo kochana , Nie płacz , nie trzeba , ciesz się jak ja , Serce mam w piersi rozkołatane Serce mi dziś tak cudownie gra .
To jest tak strasznie dobrze mieć stena w ręku I śmiać się śmierci prosto w twarz A potem zwierzyć - i prać - bez lęku Za kraj ! Za nasz honor !
Idę walczyć - Mamo...
pchor. Józef Szczepański ps. " Ziutek " +10.09.1944 Srodmiescie
Niezdobyty Prudential
 |
|
Komentarzy:
3
|
|
Ku koncowi
2006-10-01
|
Dziwnie brzmi ta cisza nad miastem. Tak złowrogo jakos. Nie trzeba się kryc, nie trzeba się bac. Nie umrze się już od przypadkowej kuli. Zaczyna się ewakuacja ludności cywilnej. Zaledwie 8000 cywilow opuszcza Miasto. Boja się niemcow, maja w pamieci swieze jeszcze obrazki masakr jakie psy urządzały po kapitulacji poszczególnych dzielnic.
Spelnia się najgorszy koszmar walczących Żołnierzy. Dowództwo Powstania ustala warunki kapitulacji Stolicy. Dzis i jutro rozejm od 5.00 rano do 19.00 wieczorem. Stalo się. A Chłopcy? Nie mogą nawet myśleć o tym, co się stanie już wkrotce. Zdradzeni przez wszystkich, pozostawieni samymi sobie. Najwaleczniejsi z walecznych. Slowo „kapitulacja” nie może przejść im przez gardlo! Chca walczyc dalej! Jezu, gdyby jeszcze moc ruszyc do szturmu roznieśliby w drzazgi każdego, kto stanąłby im na drodze. Nie rusza. Przygotowuja się do wymarszu, reperuja mundury, czyszcza bron. I taki gorzki smak ma ten rozejm. Stoje miedzy nimi, ale twarzy nie widze. Jestem pewien, ze gdybym popatrzyl im w oczy to zobaczyłbym taki zal, w którym mógłbym się utopic. Przeciez to dzieci jeszcze, wiec i zal jest taki, ze serce rozrywa. Wiedza już, ze sny się nie ziszczaja, nie ich sny. Nie stworzyli Wielkiej Wolnej Warszawy. Nie dali rady. Zrobili jednak znacznie wiecej. Po wsze czasy pamiętać będą wszyscy ich wielka ofiare, ich gorace serca stopione w walce o te najpiękniejsze ze wszystkich miast. I Warszawa jest dzis wielka. Wielka ich miłością do Niej, wielka swymi Dziecmi lezacymi pod gruzami. Wielka i Nuiezwyciezona. Warszawe można mieć, ale nie można jej zdobyc. Ona należy dzis do tych Chłopców. Stoje i patrze na nich i nie smiem się ruszyc. Nie mam prawa zaklocac ich spokoju. Odchodze, a kamien na sercu ciazy mi jak stutonowy glaz…boli…
PIerwsze godziny rozejmu, zabijajace czekanie na najgorsze, na kapitulacje...

|
|
Komentarzy:
0
|
|
Padl Zoliborz
2006-09-30
|
Nie dotarłem na Żoliborz. Przejechałem tylko przez jego maly fragment. Wczesniej postawiłem stope na jego ziemi, gdy śledziłem szturmy na Dworzec Gdański. Przeszedłem wtedy tylko pod pomnik Żołnierzy poległych w szturmie na dworzec. Przede mna rozpościerała się dzielnica, o której nie wiedziałem nic, a przynajmniej niewiele. Nie moglem wejść glebiej, nie chciałem. Musze wiedziec, czego szukam, żeby wyłapać to cos spośród milionow malutkich sygnalikow, które wyłapują moje zmysły. Inaczej błądziłbym tam po omacku, a tego nie lubie. Jeszcze przyjdzie na Ciebie czas, Żoliborzu.
Ciezko im tam, niemcy od wczoraj zaczeli mordercza ofensywe, chca zlikwidowac Republike Zoliborska za wszelka cene. Odcieli wszystkie kanaly, skazując mieszkańców polnocnej dzielnicy na samotność. Teraz mecza się zdobywając dom po domu i jak napisze jeden z korespondentow niemieckich w berlińskiej gazecie wyrywalja kolejne stanowiska w walce wrecz z fanatycznie walczącymi Powstancami. A jak maja walczyc, skoro tuz za ich plecami ich matki, zony i dzieci przycupnęly ze strachu. Sa ich jedynym ratunkiem. Innego nie ma. Dzis ma być przeprawa przez Wisle, ewakuacja wojska. Ma być oslona artylerii, lodzie, wszystko. Tyle, ze rokowania w sprawie kapitulacji już sa w toku. Ppłk „Żywiciel”, dowodca Żoliborza, ranny, przyjmuje plk Wachnowskiego. Na pytanie co zamierza odpowiada jak Polak, bic się do ostatniego żołnierza. Nie tym razem Pułkowniku. Wachnopwski przynosi decyzje oddania Żoliborza w lapy niemieckie. Odwracam glowe, nie chce widziec zmeczonych twarzy Żołnierzy żoliborskich. Nie mam sily czytac w ich zmeczonych oczach, jak wielka szpile wetknięto w ich serca, jak wielki bol zadano im ta decyzja. Brakuje, jedzenia, brakuje wody, amunicji i broni, ale jednej rzeczy z pewnością tu nie brakuje, wolki walki. Walka do konca, do ostatniej kuli. Do tego bolu, który podpowie im, ze ta nieprawdopodobna historia już się dla nich konczy, bo choc sen o Warszawie wolnej okazal się nierealny, to kula gaszaca ich mlode zycie jest jak najbardziej prawdziwa.
Żoliborz padl o godzinie 18.19. Teraz Śródmieście to ostatni bastion wolnego swiata. Dookoła niego wszystko zanurzylo się w brunatno czerwonej śmierci…
|
|
Komentarzy:
1
|
|
Blisko, coraz blizej...
2006-09-29
|
Nie mogę pisac, zmrozilo mi serducho. Czuje się tak, jakby już kołowały nad moim martwym cialem sepy. Patrze już tylko na półżywa Warszawe, na Jej zaglodzonych mieszkańców, na zasypiających na stojąco Żołnierzy i już mi wszystko jedno. Umieramy, ja i to Miasto. I tu i tam jak hieny czekające na zgon tłoczą się u naszych granic ci, którzy nie zycza nam najlepiej. Tobie Warszawo śmierć pisana jest znacznie wczesniej. Trwaja rozmowy w sprawie zastrzyku usypiającego dla Białego Orla. Żoliborz odpiera wlasnie najciezsze natarcie od początku Powstania. Mimo tego, ze dozbrojony zrzutami sowieckimi, nie wytrzyma jednak długo tej burzy, która nad nim zawisla. To już nie dziwi, w ostatnim okresie co chwila obcina się nam kawalek ciala. Już niewiele tego zostalo. Troche Śródmieścia i ten Żoliborz. Dzis padla Twierdza Zmartwychwstanek, klasztor, który od 18 sierpnia był drzazga w oku dla niemieckich żołdaków. Wyjeli ja dzisiaj.
Nie przyjdzie na pomoc polnocniej dzielnicy Zgrupowanie „Kampinos”. Dzis jego gwiazda zgasla. Najpoteznmiejsze i najlepiej uzbrojone zgrupowanie warszawskie operujące na Jej obrzeżach. Mialo na koncie takie zwycięstwa, gdzie wycinano w pien stu dwudziestu germancow przy stracie tylko jednego żołnierza. Takich akcji było mnóstwo. Przez „Kampinos” przewinęło się około 3000 zolnierzy, dziala, samochody, kawaleria, wszystko. Nie można jednak wiecznie mieć farta. Slabo dowodzący zgrupowaniem wyjatkowy cham i prostak mjr „Okon” ginie pod Jaktorowem. Na cale szczescie. Nielicznym oddziałom udaje się przerwac kordon i wycofac w kierunku Gor Świętokrzyskich. Może Chłopcy to odwet wzięty na Was przez los za to, ze niespieszno było Wam pojsc z odsiecza Stolicy.
Zamykam oczy, pod powiekami ciagle ten sam widok, brzozowy krzyz…
Twierdza Zmartwychwstanek na Zoliborzu
 |
|
Komentarzy:
1
|
|
Uwaga nadchodzi!
2006-09-29
|
Jak to jest walczyc o zycie? nie o godne czy dobre, o zycie samo w sobie. Jak to jest byc jak oaza zycia posrod oceanu smierci i nienawisci? Jak to jest istniec i trwac na istnieniu, gdy wokol kazda najdrobniejsza czastka pragnie zetrzec Was na proch? I juz nie ma dokad pojsc. Nie ma gdzie sie cofac. Oddac sie niemcom? To tak jakby samemu sobie gardlo poderznac. Czekac na ruskich? Nie przjda, nigdy nie chcieli. Walczyc o wolnosc? Dzieci, przeciez wolnosci dla Was nie ma. Tam, na drugim brzegu rzeki czeka na Was nawalnica, ktora zmiecie Was z powierzchni ziemi. Jak to jest dozywac swoich dni w wieku dwudziestu lat? To wegetacja z wyrokiem smierci. A jednak opor trwa. Jednak czekacie z nadzieja do ostatka, ze moze przyjda, moze uda sie przezyc. Gdybyscie wiedzieli jaki los zgotuja Wam mordercy, ktorzy krzyz zamienili na sierp i mlot, wolelibyscioe po stokroc trwac na barykadach Warszawy. Juz niedlugo. Jeszcze chwila i poznacie jaki raj przygotowaly dla was zastepy esbekow na uslugach sowieckich. Czarna ta noc, ktora nadciaga wielkimi krokami pozbawi Was imion i zyciorysow. Pozbawi Was godnosci i dumy. Zycia tez Was pozbawi, a Ci, ktorzy wyrwa sie oblednej machinie ubeckich wiezien wiele lat jeszcze czekac beda zanim swit nastanie. A kiedy wreszcie przejrza na oczy ze zgroza uswiadomia sobie, ze ich kaci teraz klepia ich po plecach i wreczaja medale. Niedlugo juz Chlopcy. Juz wkrotce wszyscy Ci, co mieli komunizm na ustach przez wszystkie te lata zdechna bez pamieci. O Was pamiec wieczna bedzie. Na pohybel skuwysynom! |
|
Komentarzy:
1
|
|
My z Marymontu
2006-09-28
|
Zaczytywałem się Zaczytywałem tych książkach jeszcze w podstawowce. „My z Marymontu”, „Droga do domu”, „Historia dluzsza niż wojna”. Od nich zaczęła się moja wedrowka przez powstancza Warszawe. Pamiętam opisy walk i zdobycie pierwszych pistoletow Czulem dume gdy czuli ja bohaterowie tych książek. Przezy walem gorycz kapitulacji siedząc razem z nimi na barykadzie. Akcje powiesci Liskowackiego toczyly się tu, na Żoliborzu. Może ci chłopcy, którzy byli pierwowzorem książkowych charakterow trwaja teraz na obronie wśród zabudowan polnocnej Warszawy. Niech trwaja! Niech trwa „Zaglwiec”, niech trwa „Zyrafa”, „Żniwiarz”, „Zbik” i „Zubr”! Na ich tysiącu p0ieciuset Żołnierzach ciazy teraz zadanie obrony dzielnicy. Wczoraj Mokotow, dzis Żoliborz musi stawic czola nawale germańskiej. 1500 slabo uzbrojonych Chłopców przeciw 8000 uzbrojonych po zeby bandytow wspierających się kilkudziesięcioma czołgami, artyleria, lotnictwiem. Jak długo da się utrzymac Polnocna twierdze?? Niedługo. Wyrok już jest przypieczętowany. Poddac się jednak bez walki nie sposób!
Zaczeto rozmawiac. Do mordercy von dem Baha udali się polscy parlamentariusze w celu przedyskutowania niemieckich warunkow kapitulacji. Te rozmowy już nie zostana zerwane…
Gdzie oni sa?! Ci wszyscy nasi przyjaciele Zabraklo ich, choc zawsze było ich niewielu!!!
|
|
Komentarzy:
0
|
|
Wyspy Zaczarowane
2006-09-27
|
Ostatnie fragmenty niepodleglej Polski znikaja z mapy. Pojawia się na powrot dopiero po 45 latach. Dzielnica za dzielnica ulega barbarzyńskiej nawale faszystowskiego germańskiego żołdactwa. Dzis o 13 padl Mokotow. Ppłk „Karol” otrzymuje rozkaz od „Montera”, aby natychmiast wrócić na Mokotow i kontynuowac walke. Rownie dobrze moglby mu jednak kazac przebijac się na Marsa. Nierealne. Stracilismy wlasnie poludniowa dzielnice. Teraz Śródmieście Śródmieście i Żoliborz to dwie ostatnie wyspy, dwa bastiony cywilizowanego swiata. Dookoła nich dzicz i Azja, Hunowie i bydlo. Ruscy i niemcy.
Czulem się jak w baśniowych krainach gdy spacerowałem po tych wszystkich miejscach, gdzie „wtedy”, jak oazy na pustyni, trwaly polskie skrawki Warszawy. Przekracalem te niewidoczne granice, zeby choc na chwile znaleźć się blisko Tych, którzy stworzyli caly ten Warszawski Swiat. Podążałem trasa, jaka odbylo zgrupowanie plk „Radosława”, elita elit. Wola, Muranow, Starowka, Śródmieście, Czerniakow. Teraz opuszczam Mokotow. Zostawiłem za soba setki wspomnien, które wiruja w powietrzu jak pylki, które chloniesie podczas oddychania i które trafiaja wprost do serca. Nie zostalo mi już duzo do przejscia. Zostawiam za soba ziemie wypalona i ruiny Marzen, jakimi przez caly okres powstania karmili się ci waleczni Chłopcy, Żołnierze Rzeczypospolitej. Wyjeżdżam z Mokotowa w strugach ulewnego deszczu. Wbiegam do autobusu, który zawiezie mnie do Twierdzy Śródmieście. Za oknami Warszawa placze ulewa po dzisiejszej stracie swej kolejnej czastki…
Tam, w Puszczy Kampinoskiej rozpoczęła swój upadek lesna gwiazda. Niemcy zaczeli akcje „Sternschnuppe” (Spadajaca Gwiazda). Operacja majaca na celu zniszczenie Zgrupowania „Kampinos”, po tygodniu niemieckich przygotowan zaczyna nabierac tempa…
|
|
Komentarzy:
2
|
|
Ten pierwszy marsz ma dziwna moc...
2006-09-26
|
Kolejny raz odwrot. Spuszczam glowe. Zal mi tych Chłopców. Jeszcze nie ochłonęli po Czerniakowie, jeszcze swieze sa w pamieci kanaly Starowki i pieklo przebicia, a tu znowu trzeba wejść do rury i uciekac. Na rozkaz pplk. „Karola” pierwsze oddzialy schodza do kanalow i podążają w kierunku Śródmieścia. Znam ich, to moi najbliżsi, radoslawowcy. Za nimi ruszaja nastepni. Nie dotra. Nie wszyscy. Niemcy wiedza już, którędy biegnie zycie w Warszawie. Nie powtorzy się już ewakuacja Starowki. I tylko wajowski „Kanal” majaczy mi przed oczami. Te na wpol oblakane postaci przemierzające nieskonczony labirynt podziemnego miasta, na których, bez względu na to, która droge wybiora czeka śmierć. Nielicznym udaje się wydostac. „Nieliczni zbawieni, licznych Bog nie slucha!” To zalamanie się walki na Mokotowie przyszlo tak nagle! Przeciez to wlasnie tu walczy legendarny pulk „Baszta”. Dla wszystkich jest jasne, ze upadek Mokotowa, to upadek Powstania. No bo co maja myśleć ci w Śródmieściu, jeśli pozostawiony we względnym spokoju przez dwa miesiące Mokotow wytrzyma zaledwie trzy dni? Wychodzące z rury w Srodmiesiu oddzialy mokotowskie będą jak mlot na kamienne serca obrońców Srodziemia. Już tylko malenki skrawek pludniowej dzielnicy stawia opor. Reszta szuka wyjscia z tragicznej sytuacji w podziemnym labiryncie.
Nie doszedłem na Dworkowa. Zabraklo czasu. Chciałem stanac tam, popatrzeć popatrzeć strone wylotu ul. Podchorążych. Chciałem stanac obok tego chłopca, który próbując wyrwac się z masakry, jaka Niemcy urzadzili wychodzącym w tym miejscu z kanałów Żołnierzom mokotowskim, spróbował ucieczki. Zlapali go. Postawili twarza w kierunku Belwederskiej. Patrzyl gdzies tam, gdzie jak pisal „Longinus” może czekala na niego matka. W tym czasie za jego plecami trzech gnojkow z SS wyrywalo sobie z rak karabin klocac się kto ma go zabic. Wreszcie doczekal się. Jak glosny może być huk upadającego na ziemie martwego ciala? Tak wielki, ze slysze go nawet teraz, sześćdziesiąt dwa lata pozniej, dwa tysiące kilometrow od Mokotowa…
Wprost z kanalow w brudne lapy faszystowskich zbrodniarzy

|
|
Komentarzy:
0
|
|
Slepymi nas czynia!!
2006-09-26
|
Wczoraj wykluto nam oczy. Zginal Człowiek, który z najwyższym poswieceniem dokumentowal Powstanie na fotograficznij kliszy. Olimpijczyk, swietny sportowiec. Ppor Eugeniusz „Brok” Lokajski. Zostawil po sobie około 1000 zdjec powstańczej Warszawy. Po omacku przyjdzie nam teraz bladzic. Ale znajdziemy Cie, jak drogocenna perle wydobędziemy twe cialo spod gruzow kamienicy, która stala się Twoim grobem.
ppor Eugeniusz „Brok” Lokajski
 |
|
Komentarzy:
1
|
|
"Marsz Mokotowa" dzis przedostatni raz...
2006-09-25
|
Nie znam Mokotowa, prawde mówiąc to spędziłem tu najmniej czasu. Zaledwie kilka godzin. Uadlo mi się dotrzec do syna Danuty „Leny” Kaczynskiej, łączniczki i sanitariuszki „Parasola”. Kupilem od niego „Dziewczęta z Parasola”, książkę, która napisala jego matka. Mieszka na Mokotowie, w domu, w którym, jak opowiadal, po wojnie często gościli byli Szturmowcy. Solidna metalowa kotwica Polski Walczącej z parasolem u gory nie pozostawia wątpliwości, co do tradycji rodzinnych. Tu się konczy moja znajomość Mokotowa i działań powstańczych na jego terenie. Pare ogolnych informacji nie jest dla mnie powodem do dumy. Ale nadrobie to jeszcze.
Może to wlasnie jest powodem, ze z ta czescia Miasta jestem związany emocjami najluzniej. Nie zmienia to jednak faktu, ze wlasnie teraz rozgrywa się szczególny dramat tego miejsca. Już od wczoraj rana Niemcy zaczeli szturmowac z dwóch stron czworobok ulic, w których zamkniela się tu Wolna Polska. Szlo im opornie, ze stratami. Dzis szkola na Woronicza przechodzila siedmiorotnie z rak do rak. Waleczny pulk „Baszta” ma swoja renome, na dodatek maja resztki batalionow od „Radosława”. Tych nie trzeba przedstawiac. Moje ukochane:) Niestety, napor trwa. Dzis w posiadaniu Powstańców jest zaledwie polowa ‘wczorajszego’ terytorium, jutro będzie jeszcze gorzej. Nieublaganie scenariusz do wajdowskiego „Kanalu” nabiera coraz wyraźniejszych ksztaltow…
Plonace domy na Mokotowie
 |
|
Komentarzy:
3
|
|
Ku koncowi...
2006-09-24
|
Jak szybko radość przemienia się w smutek? Jak szybko euforia obnraca się w rozpacz? Jak predko zaangażowanie staje się obojętnością? Zaledwie pięćdziesiąt piec dni temu Miasto zakwitlo setkami sztandarow, a ulice zaroily się od polskiego wojska. Tych dni, gdy ludzie poczuli ponownie smak wolności nie da się porównać porównać niczym. Jak wielka nadzieja zagoscila w tych zniszczonych wojna sercach. A teraz?? Wola, Starowka, Ochota, Praga, niedawno polskie, teraz martwe. Kiedys nawet glod nie przeszkadzal, teraz nawet sila obrony nie pomaga. Wszyscy wiedza jaki bedzie koniec, zludzenia już prysły.
Wczoraj opuściłem Czerniakow. Nie ma tam już moich Przyjaciol. Wymiotly ich pociski pogardy ze strony oprawcow i bomby obojętności całego swiata. Kolejna dzielnica lezy martwa i tylko echo poklasku dla Bohaterow płynącego ze wszystkich zakątków ziemi maci te cmentarna cisze. Co nam po oklaskach publiczności w Londynie, Nowym Jorku, wyzwolonym Paryżu. Nie można oklaskami strzelac, sa bezużyteczne. Ech… gdyby tak za kazde klasniecie jeden pocisk dostac, a za każdy artykul z wyrazami poparcia karabin! Bylibyśmy uzbrojeni po żeby!! Gazety swiata topia się w zachwycie nad walecznością Warszawy. Ja zamykam oczy, aby za ta sterta gruzu zobaczyc drzewa, domy i ludzi… Ludzi! Niestety ludzi już tu nie ma. Przebiegam mysla przez Wole, obrocone w proch getto, Starówkę. Swój spacer koncze tu, na czerniakowskiej skarpie. W każdym każdym tych miejsc kwitlo zycie, teraz w zadnym z nich nie pozostal nawet kamien na kamieniu. Cos bezpowrotnie odeszlo, to nadzieja, ze można jeszcze zwyciężyć. Nie ma już jej. Przegraliśmy wojne, przegrywamy Powstanie, przegramy wkrotce pokoj.
Mokotow jak twierdza odpiera niemieckie szturmy. Wezwanie do kapitulacji ogłoszone przez bandyte Robra pozostalo bez odpowiedzi. I choc stracilismy Krolikarnie, to jednak musza się dranie namęczyć, zanim nas dopadna.
W Śródmieściu glod, ale za to Żołnierze trwaja niezłomnie. Dla nich nie ma pojecia „kapitulacja”, lepiej umrzec w walce, niż oddac wolność. I ciagle probuja jeszcze walczyc, szturmowac, mscic!
|
|
Komentarzy:
1
|
|
Odejsc czas...
2006-09-23
|
Już koniec. Opuszczam Czerniakow. Ide w kierunku Frascati i YMCA, tam gdzie dostępu bronia niemcom stanowiska powstańcze. Rano, gdy jeszcze stalem tam, przy Wilanowskiej 1 nadeszli Niemcy. Z wlasciwa sobie niemiecka precyzja rozwiązali problem przyczółka powstańczego na Gornym Czerniakowie. Wymordowali 300 pozostalych przy zyciu Powstańców. Rannych i umierających. Zmasakrowali wszystkich, tych, którzy doczołgali się na wpol zatopiona „Bajke” w oczekiwaniu na ewakuacje na Prage, która nigdy nie nadeszla. Reszta, ukryta w ruinach Wilanowskiej 1 podzielila los towarzyszy. Wkroczyli Niemcy i do lezacych wokolo ludzi otworzyli ogien…
Nie słyszałem ich krzykow. Musieli umierac w ciszy. W ciszy odchodze. Wroce tu jeszcze pooddychac tym samym powietrzem, pospacerowac alejkami w parku. Usiąść nad brzegiem Wisly, popatrzeć na Saska Kerpe. Zobaczyc to samo, co Oni, gdy lezeli na pomoście „Bajki”, zobaczyc wybawienie w zasiegu reki, które nigdy nie stalo się Ich udzialem.
Gdy wszedłem na Czerniakow, pierwszym budynkiem, który mnie przywital był Kościół Przenajswietrzej Trojcy na ul. Solec. To takie wymowne dla mnie. Zaczyna się przed ołtarzem wszystko i tam się konczy. Nawet dzis, gdy Czerniakow ostatecznie padl, jedna z ofiar był pallotyn, ks. Józef Stanek „Rudy”, kapelan zgrupowania „Kryska”. Germanska swolocz powiesila go dzisiaj. Powiesila jak bandyte, człowieka o świętych rekach. Andrzej, ‘Sloniu”, „Xsiaze”, przywitajcie tych skurwieli w bramach nieba, seria z peemu!!!
Srodmiesice broni się nadal. Duch bojowy i wola walki niesamowicie silne. W koncu nie byle kto walczy. Warszawiacy z Armii Krajowej!!!
Kosciol Przen. Trojcy na Solcu

Kamien w miejscu Wilanowskiej 1 poswiecony ks Stankowi
 |
|
Komentarzy:
2
|
|